Logo Crimpage

Wywiad z Mike'em Gilesem

Na londyńskim spotkaniu składu King Crimson z 1973 roku z fanami: pojawił się jako gość. Grał przecież tylko na pierwszych dwóch płytach zespołu "In The Court Of The Crimson King" z I 969 i "In The Wake Of Poseidon z 1970 roku. Zrobił na mnie wtedy wrażenie człowieka trochę zagubionego i nieśmiałego. Na prośbę o wywiad odpowiedział. że nie ma zbyt wiele do dodania do tego, co na temat King Crimson napisał już i powiedział Robert Fripp. A jednak trzy tygodnie później zgodził się na rozmowę. Oto jej najciekawsze fragmenty.

Zaczynałeś karierę wcześniej niż inni muzycy King Crimson...

Tak, gdzieś od czternastego roku życia (od 1956 roku - przyp. Ww) wykonywałem z różnymi despotami utwory Everly Brothers, Gene'a Vincenta, wiesz, przeboje ery rock'n'rolla, natomiast później także rzeczy beatlesowskie...

Czy pamiętasz nazwy choćby niektórych spośród tych zespołów ?

Niestety, nie.

Ja znalazłem gdzieś nazwę jednej z twoich wczesnych grup, w której grałeś już z bratem, Peterem - Trandsetters Ltd.

A tak To był jeden z tych zespołów wykonujących znane przeboje. Przypomniałem sobie też taką grupę The Intems. Basistą był w niej John Rostill, który później odszedł do The Shadows.

Wiosną 1967 roku wraz z Peterem stanąłeś w Birmingham na czele zespołu Giles, Giles And Fripp. Jak doszło do jego narodzin?

Mój brat i ja byliśmy zainteresowani stworzeniem czegoś nowego i innego. I daliśmy ogłoszenie, że szukamy organisty, który umiałby śpiewać. Odpowiedział na nie Robert, przedstawiając się jako gitarzysta, który nie potrafi śpiewać. Zaintrygował nas. Byliśmy pod dużym wrażeniem jego umiejętności. I zdecydowaliśmy się z nim pracować. Przenieśliśmy się do Londynu. l zaczęliśmy wszyscy trzej tworzyć muzykę, która stopniowo stawała się coraz bardziej eksperymentalna i improwizowana.

Jak dziś, po latach, oceniasz płytę Cheerful Insanity Of Giles, Giles And Fripp?

Nadal ją uwielbiam. Nadal uważam, że jest bardzo zabawna. Czasami zastanawiam się, jak to było możliwe, że udało nam się stworzyć coś tak śmiesznego. Nigdy nie słyszałem niczego podobnego.

Jak doszło do przeobrażenia się Giles, Giles And Fripp w King Crimson?

Robert i ja mieliśmy ambicję stworzenia czegoś o większej randze, czegoś bardziej znaczącego. Tymczasem zdaliśmy sobie sprawę, że Giles, Giles And Fripp zmierza do nikąd. Już w tym czasie w składzie pojawiły się takie osoby, jak Pater Sinfield i Ian McDonald. I już w tym czasie zaczęliśmy penetrować niezbadane obszary muzyczne. No i Robert i ja byliśmy gotowi zrobić bardziej zdecydowany krok do przodu. Pomógł nam w tym wuj lana, który postanowił zainwestować w zespól pewną sumę pieniędzy. Dzięki funduszom uzyskanym od niego mogliśmy kupić nowy sprzęt. To był bardzo ważny krok. Wraz ze zmianą instrumentów zmieniła się bowiem w dość zasadniczy sposób nasza muzyka (chodzi m.in. o kupiony wtedy melotron, umożliwiający wzbogacenie kompozycji brzmieniami orkiestrowymi - przyp. ww). Wtedy też Robert zaproponował byśmy zaangażowali Grega Lake'a - jako wokalistę i basistę. Tak wyglądała cała ta przemiana.

Greg Lake pojawił się w zespole na miejsce Patera Gilesa. Jak zapamiętałeś jego odejście? Czy doszło do niego w atmosferze konfliktu?

Nie. W Giles, Giles And Fripp nie było żadnego konfliktu. Powiedziałbym raczej, że wyobrażenia ich obu na temat przyszłości zespołu zaczęły się stopniowo różnić. Wydaje mi się, że ambicją Roberta było wprowadzić grupę na scenę światową, a Pater z jakichś powodów tego nie chciał.

Jaka atmosfera panowała podczas pierwszych prób King Crimson na początku 1969 roku w podziemiach londyńskiej Fulham Palace Cafe?

Bardzo dobra. Naprawdę bardzo dobra. Do dziś zdumiewa mnie, jak szybko to się wtedy potoczyło. Przez jakieś dwa-trzy miesiące spotykaliśmy się przez pięć wieczorów w tygodniu na krótkie czterogodzinne próby. I wszystko narodziło się w tym czasie. Było to możliwe, ponieważ każdy z nas starał się dać jak najwięcej z siebie. Pracowaliśmy naprawdę ciężko w niezwykle twórczej atmosferze.

Czytałem, że podczas pierwszych prób graliście folkowe ballady w rodzaju Michael From Mountains Joni Mitchell, Get Thy Bearings Donovana czy własnej I Talk To The Wind..

Nigdy nie graliśmy piosenki Joni Mitchell, chociaż rzeczywiście jej słuchaliśmy. Prawdą jest natomiast, że graliśmy Donovana.

Zaczynaliście w każdym razie od nastrojowych ballad. Jak narodził się ten mroczny styl King Crimson, który dominuje już na płycie In The Court 0f The Crimson King?

Wydaje mi się, że narodził się samoistnie. Wiesz, w każdym z nas było wtedy wiele frustracji i złości. Wszyscy byliśmy rozgoryczeni, że nie udało nam się niczego zdziałać z poprzednim zespołem. I te frustracje, ta złość bez wątpienia znalazły ujście w muzyce King Crimson. Nie był to jednak najważniejszy składnik Ponieważ grupa została właściwie natychmiast zaakceptowana przez wszystkich, czuliśmy, że mamy wreszcie możliwość pokazać światu, na co nas stać. I w muzyce King Crimson udało się skumulować całą naszą energię. Tak więc ów mrok to tylko... To nie było coś zaplanowanego, to nie było coś, o czym byśmy rozmawiali. To się po prostu zdarzyło. Moim zdaniem jednak muzyka King Crimson nie była pozbawiona jasności, nie była pozbawiona elementu humoru. Może nie jest on widoczny na płycie "In The Court Of The Crimson King", ale na pewno był widoczny podczas występów.

Czy pamiętasz pierwszy koncert King Crimson?

Przykro mi, ale nie pamiętam. Coraz więcej zdarzeń z przeszłości spowija już mrok zapomnienia (śmiech).

A koncert w czerwcu 1969 roku w Hyde Parku u boku The Rolling Stones?

A tak, ten koncert pamiętam. Moja pamięć utrwaliła różne sceny z tego dnia. Pamiętam moment przybycia Stonesów i Micka Jaggera wysiadającego w białej szacie z samochodu... Pamiętam mojego bratanka, który wpadł na scenę i zaczął walić w perkusję... Pamiętam też, że podczas samego koncertu prawie się nie slyszeliśmy. Głośników odsłuchowych jeszcze wtedy nie stosowano i musieliśmy grać na wyczucie, powtarzając nuta w nutę partie wyćwiczone na próbach.

Jaka atmosfera panowała podczas trasy po Stanach w końcu 1969 roku?

Było w porządku. Co prawda ja bardzo tęskniłem za domem. A i Ian nie czuł się dobrze w drodze. Ale było O.K

A jednak wkrótce potem odszedłeś z zespołu. Jaki był powód?

Nie chciałem zbyt wiele czasu spędzać poza domem. Życie wędrownego muzyka nie kusiło mnie. Wolałem skoncentrować się na pracy w studiu.

Później, już po odejściu z King Crimson, grałeś na płycie ln The Wa ke 0f Poseidon...

No tak. Ale musisz wiedzieć, że chociaż zespół się rozleciał, nie przestaliśmy rozmawiać ze sobą. Nie było żadnych złych uczuć. Nie przypominam sobie, by ktoś winił kogokolwiek o cokolwiek i było czymś naturalnym, że niektórzy z nas, jak Greg czy ja, weszli wraz z Robertem do studia, by pomóc mu nagrać "In The Wake Of Poseidon ".

Czy praca nad In Ihe Wake 0f Poseidon była innym doświadczeniem niż nagrywanie In The Court 0f The Crimson King?

Muzyka była równie dobra, a atmosfera równie twórcza. Różnica polegała na tym, że nie byliśmy już zespołem. Koncepcja całości była podobna jak na "In The Court Of The Crimson King", ale moim zdaniem wiele pomysłów doczekało się na "In The Wake Of Poseidon" rozwinięcia. Chociaż muszę przyznać, że dawno tej płyty nie słuchałem. I trudno mi o niej mówić.

Utworzyłeś później duet z Ianem McDonaldem. Czy płyta McDonald And Giles miała być czymś innym niż pierwsze albumy King Crimson?

Miała być i była czymś innym. Chcieliśmy stworzyć muzykę łagodniejszą, delikatniejszą, subtelniejszą, a ponadto - tak to ujmę - bardziej przyjazną kobiecie. Praca nad tą płytą była dla mnie uroczym przeżyciem. Chociaż siedzieliśmy w studiu znacznie dłużej, niż mogliśmy się spodziewać.

Dlaczego duet McDonald And Giles się rozpadł?

Nie powiedziałbym, że się rozpadł. Po prostu Ian zdecydował się zamieszkać w Nowym Jorku i kontynuować karierę w Stanach. A ja postanowiłem zostać w Londynie i kontynuować swoją tutaj. Ale pozostaliśmy przyjaciółmi. Wiesz, w prasie często można przeczytać o konfliktach, kłótniach i wzajemnej nienawiści w tym czy innym zespole. Ale między nami-mam na myśli wszystkich muzyków pierwszego składu King Crimson - nie było nienawiści. Po prostu w pewnej chwili każdy z nas poszedł w inna stronę, zrobił to, czego wtedy akurat pragnął Oczywiście w zespole były napięcia, były stresy. Ale wielka trasa zawsze jest przecież obciążeniem, które nie każdy potrafi znieść. Rozstawaliśmy się jednak w przyjaźni. I tak samo było z duetem McDonald And Giles.

Jak potoczyła się twoja późniejsza kariera?

W latach siedemdziesiątych uczestniczyłem w nagraniu ponad czterdziestu albumów jako muzyk sesyjny - wiele satysfakcji dała mi zwłaszcza współpraca z Rupertem Hine'em i Johnem Perrym. W latach osiemdziesiątych tworzyłem głównie muzykę filmową i telewizyjną w duecie z Markiem Woodem jako Giles And Wood. W tym czasie nagrałem też album z Davidem Cunninghamem i Jamie Muirem. A w latach dziewięćdziesiątych skoncentrowałem się na własnej twórczości i na rozwijaniu moich idei dotyczących gry na instrumentach perkusyjnych.

rozmawiał: WIESŁAW WEISS