Logo Crimpage

Robert Fripp - Biografia



Robert Fripp | Dyskografia | Robert Fripp FAQ

Robert Fripp przyszedł na świat 16 maja 1946 roku w Anglii. Pierwszą swoją gitarę dostał w wieku 11 lat. Decyzję o zostaniu muzykiem podjął w wieku 17 lat, gdy w New Jeresey, gdzie wraz z siostrą przebywał na wakacjach, zrozumiał, że gitara jest czymś, bez czego nie może żyć. "Miałem mnóstwo okazji do ćwiczeń, które sprawiały mi ogromną radość. To wtedy odkryłem gtęboką więź z instrumentem. Po powrocie do Anglii, do domu, zakomunikowałem matce: "Mam zamiar zostać profesjonalnym gitarzystą." Nie próbowała mi nawet tego wyperswadować. Po prostu wybuchła płaczem. " Jej reakcję wziął sobie głęboko do serca, odkładając tę decyzję na trzy lata. Ale wyobraźmy sobie, że jest już listopad 1968 roku. Gdy okazało się, że płyta "The Cheerful Insanity Of Giles", Giles And Fripp, debiut tria Giles, Giles And Fripp, nie spodobała się nikomu (w pierwszym roku sprzedaży trafiła do zaledwie sześciuset słuchaczy.Cóż z tego, że dziś, prawie dwadzieścia pięć lat od chwili wydania, jest obiektem pożądania wielu fanów King Crimson... Wtedy nawet nieśmiałe próby , zorganizowania choćby kilku koncertów tria nie udawały się. Tak więc, gdy Pete Giles, powrócił do bardziej - jego zdaniem - opłacalnej profesji operatora komputerów, kres zespołu Giles, Giles And Fripp stał się faktem.

Na szczęście Robert Fripp i Mike Giles, obaj pochodzący z okolic Bournemouth, gdzieś w Anglii, przypomnieli sobie o muzyku -grup Shame i Gods- wokaliście i basiście Gregu Luke'u. Multiinstrumentalista Ian McDonald i jego kolega z zespołu Infinity, Pete Sinfield, dopełnili składu pierwszego King Crimson. Sinfield, mimo że grał na gitarze i nawet śpiewał, w Crimson był tylko autorem tekstów, nie występował na scenie, nie brał udziału w nagraniach. Zajmował się natomiast oprawą sceniczną , i różnymi innymi, niemuzycznymi sprawami. Ale to właśnie Sinfield a nie Fripp albo GiIes, wymyślił nazwę zespołu. Nazwę, która - jak kiedyś wyjaśnił - miała być synonimem Belzebuba, księcia demonów, upadłego anioła.

13 stycznia 1969 roku, w wynajętej piwnicy londyńskiej Fulham Palace Cafe, rozpoczął próby zespół czterech znakomitych instrumentalistów. Dla zaproszonych gości, dla dziennikarzy, a przede wszystkim dla bliskich przyjaciół, organizowano muzyczne spotkania, jamy. Fripp wspomina: Po kilku latach niepowodzeń traktowaliśmy King Crimson jak ostatnie szansę zagrania czegoś, w co wierzyliśmy. Ta twórcza frustracja była głównym źródłem energii grupy. Podnieśliśmy sobie niewiarygodnie wysoko poprzeczkę i mieliśmy zamiar ją przeskoczyć..

.

Począwszy od koncertu w londyńskim Speakeasy - było to 4 kwietnia 1969 - do końca roku jeszcze siedemdziesiąt siedem razy wystąpili przed publicznością. Fripp bardzo sobie cenił granie na żywo, w konfrontacji z publicznością, a pracę w studiu uważał za kłopotliwy obowiązek. Jednakże na scenie sprawiał wrażenie, jakby nie mającego kontaktu z rzeczywistością, a może raczej zatopionego w innym świecie. Siedząc na stołku, jakiego zwykle używają kontrabasiści, mało interesował się słuchaczami, ba, ignorował nawet otaczających go muzyków. Na pytania, dlaczego gra na siedząco, odpowiadał ze złością: Ponieważ nie można grać na gitarze stojąc. W każdym razie ja nie mogę...

Po rewelacyjnie przyjętym lipcowym występie w Hyde Parku w ramach wielkiego koncertu The Rolling Stones wielka kariera stanęła przed King Crimson otworem. Recenzent "Billhoardu" określił muzykę zespołu jako monumentalną i ciężką.Naznaczoną majestatem - ale i tragizmem piekła...

Podczas pierwszego tournee Crimson miał możliwość grania z wieloma uznanymi wielkościami tamtych czasów. Iron Buttertly, Fleetwood Mac, Janis Joplin, Jefferson Airplane czy The Nice to tylko niektóre z nich. W tym czasie oprócz kompozycji, które powstały z myśli o pierwszej płycie, wykonywał utwory z repertuaru innych artystów. Naturalnie we własnych, zmienionych wersjach. Były to między innymi Lucy In The Sky With Diamonds The Beatles, Michael From Mountains Joni Mitchell, a przede wszystkim Get The Bearings Donovana - obok Marsa z suity Planety Holsta stały punkt każdego wieczoru.

Na dobry sprawę już w czerwcu 1969 roku King Crimson rozpoczął pracę nad debiutanckim albumem. Początkowo z Andym Johnsem i Tonym Clarkiem w roli producentów. Najpierw zrezygnował z usług pierwszego. Miesiąc później był już w studiu sam.

Odpychające oblicze... chyba jednak człowieka. Twarz uchwycona jakby w chwili przerażenia, może szoku. Przeraźliwie wybałuszone oczy. Ohydnie wydęte szerokie nozdrza. Wyszczerzone zęby. Wśród osób interesujących się rockiem mało jest chyba takich, które nie widziały jeszcze tego obrazu. Obrazu autorstwa Barry'ego Godbera - 23-letniego malarza, zmarłego kilka miesięcy później na atak serca. Obrazu, który zdobi okładkę płyty In The Court Of The Crimson King. Pierwszej płyty King Crimson. Ukazała się 10 października 1969 roku. Była czymś niezwykłym. Niesamowitym. Chyba nawet debiutanckie albumy Jimiego Hendrixa i Led Zeppelin nie wywołały tak wielkiego zamieszania. Wśród masy wypowiedzi, wynoszących In The Court... pod niebiosa, znalazła się i ta. Pete Townshend z The Who stwierdził: "Niespotykane arcydzieło".

Ale kilka tygodni po wydaniu płyty zespół właściwie nie istniał. Z końcem grudnia Mike Giles i Ian McDonald ogłosili, że dalsza praca w King Crimson już ich nie interesuje. Usprawiedliwiając niejako swoją decyzję Giles mówił: "Zrozumialem, że godziny spędzone w samolocie i pokojach hotelowych to strata czasu. Nawet, jeśli otrzymuje się za to sporo pieniędzy. Ian i ja uznaliśmy, że jesteśmy w stanie robić coś bardziej twórczego i interesującego. I mniejsza z tym, że zarobimy mniej pieniędzy." Chcieli zresztą tworzyć muzykę tchnącą - jak twierdził McDonald - optymizmem, z tekstami opowiadającymi o sprawach dobrych i przyjemnych, a nie jak w Crimson ponurą i przygnębiającą. Wyrazem ich ambicji była płyta McDonald And Giles, wydana w 1970 roku. Dodam, że McDonald chciał w 1974 roku, podczas sesji Red, wrócić do zespołu, ale było na to już za późno.

Fripp wydawał się być zaskoczony i przygnębiony odejściem Gilesa i McDonalda. "Zespól King Crimson był dla mnie wszystkim - wyznał po latach. Zaproponowałem, że to ja odejdę, jeśli to ustrzeże go przed rozwiązaniem." Ale McDonald przekonywał Frippa, że King Crimaon to raczej on niż oni dwaj. Być może Fripp zbyt mocno wziął to sobie do serca...

"To były magiczne lata dla mnie i dla każdego z nas - wspominał później Lake. Staliśmy się bogaci. Mieliśmy całkowitą swobodę tworzenia. Odpowiadał mi wysoki poziom kultury muzycznej zespołu. I jego profesjonalizm. Było w nim coś w rodzaju etycznej dojrzałości. Tylko jedno mi się nie podobało. Robert zaczął wypowiadać się w imieniu King Crimson, a nie powinien był tego robić, ponieważ był to zespół złożony z pięciu osób..."

Na początku 1973 roku Fripp, mówiąc o King Crimson, scharakteryzował lata od wydania In The Wake Of Poseidon aż po Earthbound jako okres przejściowy. Pięć lat później dodał jeszcze na temat Crimson z 1971 roku: "Podczas jednej z tras zapadłem na katatonię. To był jeden z najgorszych epizodów w moim życiu." Ale zarazem był zadowolony ze zdobycia całkowitej władzy nad grupą. Jego dominacja szczególnie zaznaczyła się na płytach Lizard i Islands. Ten etap w historii King Crimson tak opisał Ian Wallace - jeden z kolejnych perkusistów zespołu: "Musieliśmy grać wszystko tak jak on chciał .Nie było miejsca dla nas." Cofnijmy się jednak o trzy lata...

Przez pierwsze miesiące 1970 roku Fripp, Lake i Sinfield gorączkowo szukali nowych muzyków. W lutym nagrali małą płytę z utworami Cat Food i Groon. Pomogli im bracia Giles. W nagraniu uczestniczył również Keith Tippet - pianista jazzowy, który stał się częstym gościem sesji Crimson. Śpiewał oczywiście Greg Lake, coraz bardziej jednak targany wątpliwościami co do dalszych swoich losów w zespole .Gdy w marcu płyta się ukazała, recenzent "Sussex Express" napisał: Proszę, nie osądzajcie ich za "Cat Food" - to po prostu żart.

W połowie marca do King Crimson dołączył Mel Collins z mało znanej grupy Cirkus. Grał na instrumentach dętych i - nieco rzadziej - na klawiszowych. W tym samym mniej więcej czasie Chris Squire zaproponował Frippowi pracę w Yes na miejsce Pete'a Banksa. Na szczęście desperacja, gitarzysty za wszelką cenę utrzymać Crimson przy życiu była tak wielka, że odmówił.

W kwietniu 1970 roku pisma podały wiadomość, że przestała istnieć słynna w grupa The Nice, a Keith Emerson wraz z Gregiem Lake'em mają stworzyć nowy zespół. Lake już wcześniej był zainteresowany pracą z Emersonem. Zapragnął tego podczas wspólnych koncertów King Crimson i The Nice.

I miał jut trochę dość King Crimson. Po latach powie: "Fripp chciał zachować nazwę, natomiast ciągle zmieniał muzyków. To nie sprawdzało się. Nie można wynajmować muzyków jak wynajmuje się cokolwiek innego .Twórców nie można kupić." Doda też: "Opuściłem zespół ponieważ nie chciałem działać pod nazwą która znaczyła zupełnie coś innego niż na początku."

W maju w sklepach pojawił się drugi album,In The Wake Of Poseidon. W utworze Cadence And Cascades po raz pierwszy w nagraniach Crimson zabrzmiał głos Gordona Haskella, który przejął obowiązki głównego wokalisty i basisty na następnym albumie, Lizard. Fripp współpracował już z nim wcześniej, kolejno w grupach The Ravens - w 1964 roku, i The League Of Gentelmen - w 19ó5.

Po ukazaniu się płyty "In The Walce Of Poseidon" recenzent "New Musical Express" napisał: "Można zastanawiać się, w jaki sposób zespół, w którym pozostał właściwie tylko jeden muzyk pierwotnego składu, może kontynuować działalność i głosić ,że nie grozi mu śmierć..."

Siłą rzeczy w 1970 roku King Crimson stał się z zespołu koncertującego zespołem studyjnym. Gdy In The Wake... się ukazało, Fripp pracował już nad następnym albumem. Bez Lake'a i, naturalnie, braci Giles. Ale z Haskellem, Collinsem i nowym perkusistą Andym McCullochem. Gdy ukazał się album Lizard było to 11 listopada 1970 roku - Haskell i McCulloch mieli już jednak inne zajęcia. Czyżby tak szybko zmęczyli się współpracą z Frippem. "Sądzę, że Crimson to w jakimś stopniu sposób na życie. To bardzo absorbujące zajęcie i wydaje mi się, że Gordon zdał sobie z tego sprawę." Tak komentował odejście wokalisty szef King Crimson. Tradycyjnie więc w chwili wydania płyty nie było zespołu .Pierwsze miesiące nowego roku upłynęły Frippowi na przesłuchaniach kandydatów do Crimson. Wśród wokalistów był brany pod uwagę- wówczas nieznany-Bryan Ferry. Wybór padł jednak na Boza Burrella.

Po nieudanych próbach znalezienia basisty Fripp przyuczył do tej roli świeżo zatrudnionego wokalistę. Kilka dni później akces do zespołu zgłosił, chwilowo bezrobotny ,John Wetton. Ale musiał jeszcze trochę poczekać...

Po zaangażowaniu perkusisty Iana Wallace'a skład King Crimson został skompletowany ,przynajmniej na kilka następnych miesięcy.W kwietniu 1971 zespół po raz pierwszy od blisko roku zagrał na żywo - w Zoom Club we Frankfurcie. W maju wyruszył na roczne tournee po Wyspach Brytyjskich, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. W przerwach między występami nagrał kolejną płytę - Islands.

Kolejny dowód dominacji Frippa nad pozostałymi muzykami. I zwieńczenie okresu niecodziennych eksperymentów i poszukiwań w tak rozbieżnych kierunkach, jak hard rock, muzyka klasyczna czy jazz. Na Islands po raz ostatni pojawiły się poetyckie teksty Sinfielda. W dużej mierze dzięki nim na pierwszych czterech płytach twórczość Crimson przesiąknięta była atmosferą nierealnego świata i niewymownego smutku.

Fripp: "Wydaje mi się, że nasza twórcza wspólnota nieodwracalnie się rozpadła. Przestałem wierzyć w Pete'a..."

Fripp podjął jeszcze jedną ważną decyzję. Być może humorystyczną dla kogoś stojącego z boku, ale nie dla niego. Przestał używać zdrobnienia Bob. A wyrazem nieodwołalnego wejścia w dorosłość było też pójście do fryzjera i obcięcie długich włosów.

W kwietniu 1972 roku zakończyła się trasa koncertowa po USA. 9 czerwca w Anglii ukazał się album Earthbound z fragmentami występów zarejestrowanymi na przenośnym magnetofonie kasetowym (!). Amerykański dystrybutor odrzucił te nagrania ze względu na ich oczywistą niską jakość. Fripp:"Earthbound" jest produktem zbiorowej osobowości tego zespołu... King Crimson zawsze był czymś więcej niż samym mną. Jestem jedynie przypadkowym zdarzeniem w jego rozwoju.Nieco wcześniej, w "Melody Maker" z 20 maja 1972 roku, ukazała się informacja, iż trzech członków King Crimson do spółki z Alexisem Kornem i Peterem Thorupem założyło zespół o nazwie Alexis Korner And Snape.

Robert Fripp znowu został sam...

I jeszcze coś. Później Boz Burrell założył wraz z Paulem Rodgersem z Free grupę Bad Company. Ian Wallace przepadł w zespole Graham Bell Band. A Mel Collins po krótkiej muzycznej przygodzie w grupie Alvina Lee i dłuższej w Camel, dał się poznać jako poszukiwany muzyk sesyjny.

"Całkowicie odmieniliśmy, uwspółcześniliśmy zespół ... Postawiliśmy go z powrotem na właściwe tory i skierowaliśmy na płycie "Lark's Tongues In Aspic" w kierunku rocka progresywnego." Tyle John Wetton, wokalista i basista.

Jak można określić muzykę, którą Frippowi przyszło wykonywać z nowym wcieleniem zespołu. Z pewnością mocniejsza, ostrzej brzmiąca niż dotychczas. Taki, w pewnym sensie, artystyczny heavy metal. Zresztą w Stanach King Crimson zaliczany był do grup spod znaku ciężkiego rocka.

Chociaż niektórzy dziennikarze uważali, że Wetton śpiewa gorzej niż Burrell, a Dawid. Cross nie umie grać na skrzypcach i tylko dzięki diabelskim sztuczkom można ich słuchać, trzeba przyznać, że Crimson z zespołu trochę zagubionego przeobraził się w tym czasie w grupę o jasno sprecyzowanym obliczu.

Nowy skład podano do wiadomości 22 lipca 1972 roku. Nieco później trafił do zespołu Jamie Muir, wszechstronnie utalentowany, lekko przy tym zbzikowany wirtuoz instrumentów perkusyjnych. Fripp już od dłuższego czasu widział go w Crimson. Dołączył też Bill Bruford, dotąd perkusista zespołu Yes. Swoją decyzją wprawił w osłupienie chyba wszystkich poważnie zainteresowanych muzyką rockową.

Tak więc tym razem nie było żadnych przesłuchań. Fripp, Cross, Muir, Wetton i Bruford po prostu chcieli pracować ze sobą. Byli na tyle znakomitymi muzykami, by od początku jasno wiedzieć, co i jak chcą grać. Dzięki temu wytrzymali ze sobą tak długo (z wyjątkiem Muira, ale to zupełnie inna sprawa) i niemal w tym samym składzie nagrali kolejne cztery płyty.

Czas do ukazania się pierwszego albumu King Crimson w tym składzie zespół spędził na dłuższej trasie koncertowej. Wszędzie przyjmowany był z wielką życzliwości i niekłamanym podziwem. Wypracował bowiem własny, niepowtarzalny styl improwizacji. Nie była to improwizacja solistyczna, typowa dla jazzu, gdzie kolejni muzycy mają swoje pięć minut przy dyskretnym akompaniamencie kolegów, ale improwizacja grupowa. Dawid Cross tak wspomina te spektakle: "Tak się od siebie różniliśmy, że zawsze ktoś z nas może zagrać coś, czego pozostali nigdy wcześniej nie słyszeli... Odkrywamy różne rzeczy podczas improwizowania i jeśli to dobre pomysły, pracujemy nad nimi jak nad nowymi utworami." Bill Bruford mówił zaś o fantastycznych muzycznych meczach czy, pojedynkach.

Jeszcze przed ukazaniem się Larks' Tongues In Aspic od zespołu odszedł Jamie Muir, zresztą autor tytułu płyty. Uważany przez Bruforda za najlepszego wyraziciela ideologii King Crimson, podczas kancertów zachowywał się cokolwiek dziwnie: Przechadzając się, a często biegając po scenie, niejako przy okazji grał na różnych osobliwych instrumentach" a niekiedy , wydawał z siebie przeraźliwy krzyk. W wywiadzie dla ,,New Musical Express" z sierpnia 1973 roku Bruford wyznał między innymi: "Muszę powiedzieć, że te sześć miesięcy, gdy Jamie pracował z nami, były nieocenione jeśli chodzi o nowe doświadczenia, a w szczególności o poszerzanie się moich horyzontów." W przerwach między kolejnymi koncertami Fripp, Cross, Wetton i Bruford rozpoczęli pracę nad nowymi kompozycjami, które znalazły się na następnej płycie - Starless And Bible Black. Po jednym z występów w Milwaukee Fripp wypowiedział jedno ze swoich słynnych kontrowersyjnych zdań, jakby rodzaj credo: My nie jesteśmy po to, by sprawiać przyjemność - jesteśmy zespołem intelektualnym. Kilka lat później wyzna: Byliśmy zaskoczeni, że tak wielu ludzi brało wszystko, co robiliśmy, tak bardzo serio...

W styczniu 1974 roku zespół wszedł do studia, by nagrać wspomnianą płytę. Może to zresztą zbyt dużo powiedziane. Z wyjątkiem dwóch pierwszych kompozycji, wszystkie pozostałe zostały zarejestrowane już wcześniej na żywo, podczas trasy koncertowej, głównie 23 listopada 1973 roku w Amsterdamie. Ale nie słychać tego na płycie - oklaski i wszelkie inne odgłosy publiczności zostały wyciszone. Byli tacy, którzy uznali Starless And Bible Black za jeden z najdramatyczniejszych, jeśli nie najświetniejszych przykładów współczesnej awangardy rockowej.

Jednakże zbyt intensywna działalność koncertowa wpływała ujemnie na samopoczucie członków zespołu. Szczególnie źle znosił występy David Cross. Grupowe improwizacje zaczynały w jego odczuciu wymykać się spod jakiejkolwiek kontroli. W wywiadzie dla pisma "Sounds" powiedział zaś: Czasami martwi mnie to, co robimy. Zapuszczamy się bardzo daleko i nasza muzyka jest często odbiciem tego co najbardziej przerażające w ludzkiej naturze. Z reguły nasze improwizacje rodzą się pod presją strachu. Niejako odpowiedzą: na to była wypowiedź szefa King Crimson: Najbardziej frustruje mnie, że nie mogę zmusić innych muzyków, aby tak sarno zwracali uwagę na moją grę jak ja na ich.

Po tej wypowiedzi stało się jasne, że dni King Crimson, a przynajmniej tego składu, są policzone. 1 lipca 1974 roku w nowojorskim Central Parku odbył się ostatni koncert. Na następny trzeba było czekać prawie siedem lat. Nie wiem ile w tym przekory Frippa, ale po zakończonym występie powiedział, że był to najlepszy koncert King Crimson od 1969 roku. Materiał zarejestrowany podczas tego 'tournee został rok później wydany na płycie '' USA".

Fripp już tylko z Wettonem i Brufordem wrócił do Londynu, do pracy nad nowym albumem studyjnym - "Red". Ukazał się on 5 października, już po oświadczaniu lidera, iż King Crimson musi przestać istnieć. Jakie były powody tej decyzji. Przede wszystkim chyba apatia i zniechęcenie podczas ostatniej trasy koncertowej. Być może brak nowych pomysłów. Bo nie była to z pewnością chęć pracy wyłącznie na własny rachunek. W wypowiedziach na ten temat, zresztą dość mglistych i ogólnikowych, mówił o zmianach zachodzących w otaczającym nas świecie. O tym, że King Crimson nie dawał już szansy rozwoju muzykom. I że już ich nie mobilizował.

Na samym początku 1981 roku Fripp - być może nudząc się - wpadł któregoś wieczoru do Billa Bruforda. I - jak wspominał później - zaczęli zastanawiać się nad pomysłem na zespół. Bruford chciał stłumić filozoficzne zapędy swego szefa. Opowiadał nieco później, iż miał nadzieję, że nie będziemy siebie brali zbyt serio i po prostu pogramy sobie bez wdawania się w niepotrzebne dyskusje. Nie chcę, aby ludzie czuli, że potrzebują mieć doktoraty, aby mogli zrozumieć King Crimson. Nie o to chodzi. Mniej więcej w tym samym czasie pojawił się Adrian Belew, utalentowany, młody gitarzysta. Wówczas jeszcze muzyk Talking Heads. To, że Fripp zadzwonił do niego, było dużym zaskoczeniem. Mniej więcej dwanaście lat wcześniej Ian McDonald powiedział przecież... Jeśli masz w zespole Roberta Frippa, to nie możesz grać na gitarze. Widać Belew mógł. Poza tym rodząca się w umyśle Frippa muzyczna wizja zespołu oparta była na wykorzystaniu dwóch gitar. Czwartym członkiem został Tony Levin, basista z którego usług korzystali między innymi John Lennon i Peter Gabriel. Fripp uznał Levina, grającego na nietypowym, dziesięciostrunowym instrumencie, za najlepszego basistę, z jakim kiedykolwiek pracował.

Pierwszy koncert odbył się 30 kwietnia, w Bath. Zespól nazywał się Discipline. Fripp nie chciał, aby utożsamiano go z King Crimson. Bruford, mimo pewnych obiekcji, był za przywróceniem dawnej nazwy: Zasadniczo King Crimson trwa, bo był w tym duch i był to atrakcyjny sposób myślenia o muzyce.A Belew powiedział wręcz, że dla Amerykanina termin Discipline jest nie do przyjęcia.

Wreszcie we wrześniu 1981 roku, gdy wyszła płyta"Discipline", Fripp stwierdził, że już podczas pierwszych prób zdał sobie sprawę z siły drzemiącej w zespole. Podobno Discipline przeistoczył się w King Crimson... w autokarze, gdzieś we Francji podczas trasy koncertowej.

Po ukazaniu się płyty w piśmie "Billboard" napisano: Ci, którzy spodziewali się powrotu do "In The Court Of The Crimson King'; mogą być zawiedzeni. I nawet jeśli "Discipline" klasyfikuje się jako rock progresywny, to trzeba dodać, że zawarta na płycie muzyka bliższa jest duchowi Talking Heads niż Yes.Zgodnie ze swoją maksymą, że najlepszym sposobem na tworzenie muzyki są występy na żywo, Fripp wraz z zespołem od kwietnia 1981 do września 1982 dali około sto koncertów. Naturalnie inaczej niż za czasów King Crimson z Wettonem i Crossem, wykonywali głównie utwory wcześniej wypróbowane, od początku do końca im znane. Zazwyczaj skomplikowane rytmicznie i melodycznie. Nie pozostało więc sporo miejsca na solowe lub grupowe popisy. Aczkolwiek czasami się zdarzały.

Fripp nie chciał być liderem, pragnął jednak mieć decydujący wpływ na repertuar. Szczególnie wtrącał się do gry Bruforda, ale ten traktował zaistniałą sytuację jako inspirujące wyzwanie: Jesteś w więzieniu i musisz znaleźć wyjście.W czerwcu 1982 roku ukazała się płyta "Beat"- bliźniaczo podobna do Discipline.Czy możecie uwierzyć, że to pierwszy album King Crimson nagrany przez ten sam skład co poprzednie - pytał Paul Colbert z "Melody Maker". Ale już trzy miesiące później - 12 września - po występie w londyńskim Hammersmith Palais King Crimson zawiesił działalność koncertową i studyjną.

Nieoczekiwanie więc, w marcu 1984 roku, pojawił się jeszcze jeden album - Three Of A Perfect Pair. Tym razem naprawdę ostatni.28 kwietnia, koncertem w Tokio, King Crimson rozpoczął trasę koncertowi po Japonii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. 11 lipca 1984 roku w Le Spectrum w Montrealu pożegnal się z publiczności.

Adrian Belew skoncentrował się głównie na solowej działalności. Tony Levin stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych gitarzystów basowych. Bill Bruford nie rezygnując z pracy pod szyldem Earthworks powrócił do odrodzonego (na jak długo)Yes. A Fripp? W maju 1984 roku mówił w wywiadzie dla pisma "Record": Wydaje mi się, że stworzyłem obszar naa którym inni ludzie mogą odkryć siebie. Zawiodłem się, bo nie stworzyli przestrzeni dla mnie, tak abym i ja mógł odkryć siebie.

29 i 30 kwietnia ukazały się na kasecie wideo Three Of A Perfect Pair - Live In Japan która potrwała do 11 maja (Nagoja) - była zarazem częścią ostatniej trasy w drugim okresie istnienia zespołu. Crimson w czerwcu i lipcu przejechał jeszcze przez USA i Kanadę (po raz ostatni występując 11 lipca w Montrealu) - i znów został rozwiązany przez swego lidera... Korzystając z wolnego czasu Robert Fripp odświeżył znajomość z Summersem (longplay "Bewitched" z 1984 r.), a potem w Stanach Zjednoczonych założył uznane przez siebie za dzieło życia Guitar Craft - swoistą szkołę gry na gitarze akustycznej (działającą pod egidą Amerykańskiego Stowarzyszenia Stałej Edukacji). Z uczniami tej szkoły nagrał trzy albumy firmowane przez Robert Fripp And The League Of Crafty Guitarists - "Live!" (1986), " The Lady Of The Tiger?" (1986) i "Show Of Hands" (1991). Dziwne albumy, nużące, zawierające dość ascetyczną muzykę gitarową.

Albumy wyłącznie dla zwolenników, a może nawet maniaków Frippa i gitary, gitary i Frippa. Ale też sam mistrz i nauczyciel stracił jakiekolwiek komercyjne ambicje, wspomniane płyty traktując głównie jako reklamówki Guitar Craft.

"The Lady Of The Tiger?" obok Frippa i The League Of Crafty Guitarists firmowała także ekscentryczna Toyah Willcox - aktorka, a przede wszystkim nowofalowa wokalistka. W życiu prywatnym - od 16.06.1986 r. żona lidera byłego King Crimson.

Na przełomie 1986i1987 roku Frippowi zaproponowano przygotowanie muzyki do filmu, którego scenariusz miał zostać oparty na książce Williama Gibsona "Neuromancer".

Gitarzysta podjął wtedy kolejną próbę wskrzeszenia Karmazynowego Kró1a (i skomponował nawet temat "Larks' Tongues In Aspic, Part Four"), którą wkrótce zarzucił, gdy wiadomym się stało, że plany dotyczące filmu nie doczekają się realizacji. Wiosną 1988 r.

Małżeństwo Frippów założyło z basistą Treyem Gunnem (ur. w 1961 r. w Eugene w stanie Oregon, uczniem Guitar Craft) i perkusistą Paulem Beavisem zespół o nazwie Fripp Fripp przemianowany wkrótce na Sunday AII Over The World, który w maju roku 1991 wydał swą jedyną płytę "Kneeling At The Shrine" Mutacją Sunday AII Over The World okazała się grupa A Kiss Of Reality, w której co prawda zabrakło Frippa, ale znalazła się Toyah wspierana przez studentów ze szkoły męża. Kiss Of Reality wystąpili w Warszawie w klubie Fugazi 26 czerwca 1992 roku.

Co prawda w 1984 r. Fripp rozwiązał King Crimson po raz drugi, ale nigdy nie wykluczał powrotu na scenę swego najsłynniejszego zespołu, i miał bezpośredni udział w przygotowaniu wielu składankowych wydawnictw z "karmazynową" muzyką, jakie w latach 1986 -1992 znalazły się na rynku. Pierwsze z nich - pochodzący z 1986 roku zbiór " The Cornpact Crimson" - jest najmniej ciekawe, bowiem nie zawiera decydujących o wartości tego rodzaju albumów utworów dotąd nie wydanych lub trudno osiągalnych, "The Compact King Crimson" to jedynie wybór najlepszych utworów grupy z lat 80 i uzupełniony klasycznymi fragmentami "In The Court Of The Crimson King". Nie zabrakło natomiast rarytasów ("Get Thy Bearings", "Mars", "Asbury Park" "Cadence And Cascade" w interpretacji Belewa) w o pięć lat młodszym czteropłytowym zestawie "The Essential King Crimson - Frame By Frame". Szkoda jedynie, że Fripp surowo potraktował kilka klasycznych utworów w rodzaju "Starless" czy "Lizard", przedstawiając je we fragmentach... Ale jeszcze dalej poszedł na wydanej w tym samym 1991 roku składance " The Abbreviated King Crimson - Heartbeat", tak przykrajając pięć f1agowych utworów swego zespołu (m.in. 21st Century Schizoid Man, The Court Of The Crimson King" i Heartbeat), by Crimson kojarzył się z zespołem stricte popowym! Ale na tym nie koniec niespodzianek niesionych przez The Abbreviated - wspomniany zestaw skontrastowany został z innym, tym razem mającym eksponować tak lubiany przez artystę dźwiękowy chaos jego grupy. Czwarta ze składanek " The Great Deceiver" - to opublikowany w grudniu 1992 r. kolejny czteropłytowy zestaw , niosący na nowo zmiksowane nagrania koncertowe KC z lat 1973 - 74. Dziwne nagrania. W dużej części improwizowane. Czasami te improwizacje - np. "Barl1ey Brudsford" czy "Daniel Dust" - pełnią rolę rozbudowanych wstępów znanych kompozycji ("Exiles" czy "The Night Watch").

Zestawy The Essential King Crimson Frame By Frame" i " The Great Deceiver" zostały wyposażone w imponujące książeczki z mnóstwem informacji o zawartych na płytach nagraniach, fragmentami dzienników Frippa, zdjęciami, a także bardzo bogatym wyborem recenzji. W jednej z nich można było przeczytać: King Crimson to Wagner przepuszczający Nietzschego przez maszynkę do mięsa na tle wybuchów bomb w ostatnim dniu rosyjskiej rewolucji...

Oprócz tego gitarzysta tradycyjnie wspomagał artystów zaprzyjaźnionych. Nawet zaprzyjaźnionych tak bardzo, jak własna żona mowa o albumie "Ophelia's Shadow" z 1991 r.

Jednak szczegó1ne znaczenie miał udział w nagraniu Gone To Earth. - wydanego w 1986 roku drugiego solowego albumu Davida Sylviana, wokalisty grupy Japan. .Gone To Earth był bowiem zapowiedzią odłożonej w czasie równoprawnej współpracy obu muzyków. Do współpracy owej doszło siedem lat późnie,j były gitarzysta King Crimson i wtedy już były wokalista Japan firmowali wspó1nie album "The First Day". Płyta zebrała nie tylko pochwalne recenzje, ale weszła na listy przebojów, i to najwyżej ze wszystkich płyt Frippa nagranych bez King Crimson (21 lokata w Wielkiej Brytanii). To, co nie udało się z Giles Giles And Fripp, The League Of Gentlemen, The League Of Crafty Guitarists, Sunday AII Over The World, co nie udało się solo, co nie udało się ze znakomitościami pokroju Eno i Summersa udało się właśnie z Sylvianem. W każdym razie fakt dostania się Frippa na przyzwoite miejsca list przebojów jest godny podkreślenia, nawet mimo że były lider King Crimson o takie miejsca przecież nie zabiegał.

Duet Fripp-Sylvian jesienią i zimą 1993 r. promował swoją płytę na serii koncertów w Europie. Zapis fragmentów z nich znalazł się rok później na znakomitym i pięknie wydanym albumie "Damage" W latach 1992 - 1994 gitarzysta wykazywał sporą aktywność artystyczną. Podczas wspó1nych z Treyem Gunnem koncertów w World Financial Center w Nowym Jorku (19-20,05.1992 r.) nawiązał kontakt z członkami interesującej formacji The California Guitar Trio (złożonej z jego uczniów z Guitar Craft), co zaowocowało wspó1ną trasą wszystkich pięciu muzyków (Japonia - 11 1992 r., Argentyna - 05,1993 r USA i Wielka. Brytania lato 1993 r.), a później także płytą " The Bridge Between" firmowaną przez The Robert Fripp String Quintet. W lutym 1993 r. Fripp nawiązał też współpracę z członkami awangardowego duetu The Orb, Krisem "Thrashem" Westonem i Dr Alexem Patersonem oraz ich przyjacielem, Szwajcarem Thomasem Fehlmannem (wielkim fanem solowych eksperymentów lidera King Crimson). Jej rezultatem okazał się album z muzyką pasywną "FFWD ť", firmowany przez tak samo nazwaną formację.

W dniach 9-19 czerwca 1994 r Fripp odbył pierwsze od 11 lat solowe tournee.. W czterech miastach Argentyny (Buenos Aires, La Plata, Cordoba i Rosario) przedstawił efekty swoich ostatnich doświadczeń z frippertronics. Fragmenty tych występów wydano na początku 1995 r. na płycie ,,1999 Soundscapes - Live In Argentina" Ale chyba nie to było najważniejszym wydarzeniem w jego życiu w tym okresie. Oto okazało się bowiem, że pod koniec 1993 r, Fripp po raz trzeci powołał do życia King Crimson!

Powołał w składzie nie tyle zmienionym, ile rozszerzonym - obok Belewa i Levina gitarzysta zaangażował grającego na instrumentach perkusyjnych Jerry'ego Marottę (niegdyś w zespole Gabriela) i znanego już z Sunday All Over The World Treya Gunna, tym razem w roli obsługującego - podobnie jak Levin - nowy niesamowity instrument o nazwie stick (rodzaj gitary basowej). Ale ten skład nie pozostawił po sobie żadnego śladu. Dopiero gdy wiosną 1994r. Marottę wymienił Pat Mastelotto a przede wszystkim gdy dołączył Bill Bruford, Fripp zdecydował się na nagrania. Miały one miejsce w maju, jednak publiczności udostępniono je dopiero w listopadzie, na albumie zatytułowanym "VROOOM" Albumie, a raczej minialbumie - utwory trwają bowiem w sumie ledwie pół godziny .

"VROOOM" - można powiedzieć - zaczyna się w tym miejscu, w którym skończyła się "kolorowa trylogia". "VROOOM" to kontynuacja poszukiwań Crimson w latach 80. Ale przecież nie tylko. Muzycy zamknęli bowiem płytę "tradycyjną" lecz jakże piękną balladą One Time jeśli nawet ustępującą The Court Of The Crimson King", Starless czy nawet "Matte Kudesain, to ustępującą niewiele. "One Time" był jakże obiecującą zapowiedzią prawdziwego wznowienia działalności przez Karmazynowego Kró1a. Kolejnej, tym razem pełnowymiarowej, płyty długogrającej zatytułowanej Thrak" i wydanej 3 kwietnia 1995 roku. No i kolejnego tournee, na które wybrali się wszyscy muzycy odpowiedzialni za "VROOOM" i "Thrak".

Ponad 56-minutowy Thrak nie zawiódł. Ale też i zawieść nie mógł, skoro znalazła się na nim m.in. większość kompozycji znanych już z VROOOM. Te zupełnie premierowe (np, "Dinosaur". "People" czy urzekająco piękne "Walking On Air" i "Inner Garden") również zachwycały budując dźwiękowy pomost pomiędzy Larks' Tongues In Aspic i Red a dokonaniami grupy w latach 80, pomost dla fanów różnych odcieni karmazynu.

Czasy "In The Court Of The Crimson King", "Islands" i "Larks' Tongues In Aspic" to już definitywnie przeszłość. Ale czas "One Time" i "Thrak" dopiero się zaczął i obiecuje bardzo wiele. Dzieje King Crimson, wyobraźnia i artystyczna przekora Roberta Frippa - tego Franka Zappy rocka progresywnego - gwarantują to bez najmniejszych wątpliwości.



Biografia ściągnięta ze strony http://www.lonet.gdynia.pl/~rybak/index2.html

Robert Fripp | Dyskografia | Robert Fripp FAQ