"The Letters" - za znakomity tekst o zazdrości i operowanie dynamiką. A skarga Collinsa na sakosofonie barytonowym przechodząca we freejazzowy "przedęty" jazgot to znakomita muzyczna ilustracja takiego stanu.
Wybór jest tu arbitralny - bo pod wieloma względami to moja ulubiona płyta KC (choć nie uważam jej za reprezentatywną czy najwbitniejszą w dyskografii). Po prostu gdyby nie debiut/albo obok niego - to album, który jest na mojej prywatnej liście dziesięciu ulubionych.
Również uwielbiam tekst Letters- niby nic szczególnego nie mówi ale sposób w jaki jest to napisane i zaprezentowane, stwarza niepowtarzalny klimat. Z resztą, moim zdaniem, cała płyta to jedna z najbardziej klimatycznych muzycznych ekspresji jakich kiedykolwiek można było usłyszeć.