czy chcesz przez to powiedzieć że nowe miksy mogły być lepsze? nie brzmią lepiej? napisz coś więcej na temat brzmienia skoro już słuchałeś nowych remasterów
Odpowiedź krótka: brzmią lepiej w wielu aspektach.
Dżwięk jest bardziej szczegółowy, plastyczny, punktowy, selektywny. Panorama stereo jest bogatsza, słychać więcej planów, szczegóły pogłosów są wyraźniejsze, środkowe częstotliwości bardziej nasycone i pełniejsze...
Ale...
W porównaniu z edycją 2004 (jak wiemy po raz pierwszy na kompakcie przygotowanej z taśm matek, a nie kopii) nowy miks moim zdaniem ma zaburzone proporcje - więcej tu basu i dolnych częstotliwości pasm środkowych (wyrażniej słychać stopę i gitarę basową), soprany i górny srodek sa mniej wyeksponowane. Mimo, że miksowano na nowo nie zgrane ścieżki mam wrażenie, że całość poddano potem sporej kompresji, szczególnie słychać to w pratiach granych unisono w "21st Century Schizoid Man"). W "Epitaph", w którym było sporo nakładek różnicę w miksie słychać najwyraźniej. Choć Wilson starał się być wierny oryginałowi. W "Moonchild" oprócz wyrzucenia 4 minut improwizacji, wokal Lake'a został umieszczony w środku panoramy stereo, a nie jak w ryginale w lewym kanale.
Wersja "I Talk To The Wind" zagrana przez Frippa i McDonalda nie jest nagraniem próbnym. To pierwotna, folkowa aranżacja, w innej tonacji niż ta którą znamy z płyty, z Ianem grającym równiez na gitarze akustycznej.