1 października 1987 roku. Audycja Mini Max Piotra Kaczkowskiego. Czwartek, godzina 20:00. Na cztery dni przed 14-tymi urodzinami. Na początku 8 klasy szkoły podstawowej. Kaczor puscił jakąś dziwną płytę nieznanej mi grupy Kim Crimson (tak to sobie wtedy zapisałem).
Jako dziesięciolatek zafascynowałem się The Police oraz Republiką (będąc otwartym na cały rockowy boom początku lat 80-tych), jednak w ciągu następnych lat zainteresowanie muzyką przesunęło się w strone ówczesnej muzyki pop (łącznie z fascynacją Listą przebojów Trójki Niedźwieckiego). Pamiętam, że w tamych czasach dużo słuchało sie radia (przede wszystkim Trójki, ale też Rozgłośni Harcerskiej) - i sobotnich Popołudniowych Zapraszamy do Trójki słuchałem od 1984 roku - na pewno to tam po raz pierwszy słyszałem Yes, Jon & Vangelis, wczesne U2, This Mortail Coil, Talking Heads, Cocteau Twins (słynna "grecka lista", to chyba była Sigma), Led Zeppelin... Potem (w 1985 roku) przyszła krótka fascynacja heavy metalem (Saxon, Accept, Iron Maiden), która przeszła w zainteresowanie punkiem i alternatywą, ale już tak w połowie nastepnego roku "zorientowałem się", że ciekawa muzyka rockowa nie zaczęła się gdzieś tak około 1978 roku, ale gdzieś w połowie lat 60-tych. Na początku roku zacząłem regularnie kupować "Non Stop" a potem "Magazyn Muzyczny" (w tym drugim od października był cykl artykułów o Led Zeppelin Królikowskiego, numery 10-12/1987). Wiosną 1987 roku po raz pierwszy usłyszałem Echoes Pink Floyd i wczesne płyty Genesis (to akurat w Wieczorze Płytowym w Dwójce, prowadził Tomasz Beksiński).
Na audycję Mini Max zwrócił mi uwagę mój starszy brat. Ale nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy zacząłem słuchać jej regularnie. Nie pamiętam również co Piotr Kaczkowski prezentował w letnich audycjach 1987 roku, pamiętam za to jakie wrażenie zrobiła na mnie "In The Court Of The Crimson King" tamtej październikowej nocy. Po pierwsze: byłem zdumiony, że... można w tak śmiały sposób zestawić obok siebie pięć kompozycji łaczących: heavy metal, jazz, rock, rock progresywny, muzykę poważną oraz free... zupełnie nieoglądając się na wymogi komercyjne (lata 80-te w swojej muzyce pop były bardzo komercyjne, co wtedy doprowadzało mnie do szewskiej pasji). Wydawało mi się wtedy, że w tej muzyce nie ma żadnych ograniczeń. Była tak różnorodna, ale też wydawała mi się spójna. Po drugie: byłem pod wrażeniem wirtuozerii muzyków, a zwłaszcza perkusisty (wtedy nie wiedziałem, że to Michael Giles) - była z jednej strony karkołomna i swobodna, a z drugiej zsyscyplinowana i pełna maestrii. Po prostu ten album był dla mnie objawieniem. I przyznaję, że otworzył mnie na muzykę. Gdyby nie ta płyta nie zaintereowałbym się ani jazzem, ani muzyką poważną.
Piotr Kaczkowski zastanawiał się wtedy czy jako pierwszy zaprezenować debuitancki King Crimson, czy "Dwójkę" Led Zeppelin (obie plyty wyszły w październiku 1969 roku) i postanowił zagrać je w takiej kolejności jak wtedy. Zeppelinów "puścił" dwa tygodnie później.
Na przełomie 1988 i 1989 roku całą dyskografię (cztaj 10 albumów studyjnych) KC zaprezentował w Wieczorze Płytowym Tomasz Beksiński.