Logo Crimpage

King Crimson - Biografia Na dół


Zobacz też Kalendarium , Felieton i "Robert Fripp - apostoł gitary"


5 lipca 1969 roku to jedna z najważniejszych dat w historii brytyjskiego, a tym samym światowego rocka. Właśnie wtedy w londyńskim Hyde Parku odbył się gigantyczny koncert, podczas którego Rolling Stonesi Zegnali zmarłego dwa dni wcześniej Briana Jonesa, jednocześnie przedstawiając przeszło półmilionowej publiczności następcę tego przechodzącego do legendy muzyka - Micka Taylora. Ale ów dzień zapisał się w kronikach z jeszcze jednego powodu. Przyniósł jeszcze jeden debiut. Dał światu jeszcze jedną legendę...

5 lipca 1969 roku szeroka publiczność po raz pierwszy dowiedziała się o istnieniu zespołu King Crimson, który - jakkolwiek patetycznie to zabrzmi - wkrótce zmienił bieg historii rocka, a przynajmniej w olbrzymim stopniu wpłynął na artystyczny rozwój tego gatunku muzyki.

Debiut King Crimson był spektakularny i nietypowy. Rzadko się bowiem zdarza, by nowy, właściwie nikomu nie znany zespół przyćmił tyle występujących obok niego gwiazd - Family, Alexisa Kornera, a nawet będących wówczas w nieco słabszej formie samych tytularnych bohaterów dnia. Jednak określenie "nietypowy" dotyczy nie tylko debiutu King Crimson, bo i wszystkich innych elementów kryjących się pod ta nazwa i składających się na to zjawisko. Muzyki. Tekstów. Wykorzystywanego przez grupę instrumentarium. Jej oddziaływania. Jej odbiorców. No i formuły...

Muzyka rockowa to dziedzina sztuki, w której najwybitniejsze dzieła powstają w wyniku zderzenia się w obrębie jednego zespołu kilku wybitnych indywidualności. Ale przecież były również znaczące formacje o nazwach mogących być odczytanymi jako pseudonimy ich liderów. Na przykład lan Anderson to Jethro Tull, Jeff Lynne - Electric Light Orchestra, Mark Knopfler - Dire Straits. A Robert Fripp to King Crimson. Bo King Crimson to właśnie dziecko, wizja, przedsięwzięcie, duma - a i sposób na życie - Roberta Frippa. O ile jednak Anderson, Lynne i Knopfler są (lub byli) w swoich zespołach nie tylko głównymi instrumentalistami, lecz przede wszystkim wokalistami i twórcami praktycznie całego repertuaru, tak Fripp ograniczył się do stworzenia jedynie części utworów oraz do gry głównie na gitarze. Nie przestając być liderem, centralną postacią, wręcz synonimem Crimson. Mimo że akurat najlepsze płyty tej grupy zawierały kompozycje będące dziełem nie tylko Frippa, ale i jego partnerów...

Zresztą - partnerów miał Fripp znakomitych. Wykazywał się umiejętnością odkrywania talentów i ich szlifowania. A wśród owych partnerów jako pełnoprawny członek King Crimson przez wiele lat znajdował się ktoś, kogo nie słychać było na płytach i nie widać na koncertach... To jeszcze jedna rzadko spotykana rzecz związana z tym zespołem.

Zespołem - powtórzmy - za nic mającym konwencje, ramy i schematy.

Występ u boku The Rolling Stones był przełomem, ale korzenie King Crimson sięgają nieco dalej. Przynajmniej do sierpnia roku 1967. wtedy to Robert Fripp (ur. 16.05. 1946 r. w Wimborne) - uprzednio członek grupy The Ravens, która wiosną 1965 r. przekształciła się w... pierwsze wydanie The League Of Gentlemen - założył wraz z braćmi Mike´m (śpiew i perkusja, ur. w 1942 r. w Bournemouth) i Petem (gitara i śpiew) Gilesami trio nazwane po prostu Giles Giles And Fripp. Trio to rok po zawiązaniu powiększyło się do kwintetu o śpiewającego multiinstrumentalistę (saksofon, flet, instr. klawiszowe) lana McDonalda (ur. 25.06.1946 r. w Londynie) oraz jego dziewczynę, wokalistkę Judy Dyble (wcześniej w Fairport Convention). Jednak Dyble w Giles Giles And Fripp wytrwała tylko miesiąc (powodem odejścia - do grupy Trader Horne - był koniec uczuciowego związku z lanem), zastąpiona przez Pete´a Sinfielda, który wcześniej z McDonaldem współtworzył grupę Infinity. Chociaż trudno tu było mówić o typowym zastępstwie, bowiem Sinfield nie był wokalistą, nie grał też na żadnym instrumencie. Jego rola początkowo ograniczała się do pisania tekstów...

Formacja Giles Giles And Fripp 12 września 1968 r. akompaniowała piosenkarzowi Alowi Stewartowi podczas jego występu w programie radiowym BBC "My Kind Of Folk". To był jej bodaj największy sukces. Bo wszystkie trzy nagrane przez G G & F płyty zaczęły być poszukiwane dopiero po sukcesie King Crimson. Wcześniej rozeszły się w minimalnych nakładach. Chodzi o single "One In A Million"/"Newly - Weds" i "Thursday Morning"/"Elephant Song" oraz o album "The Cheerful Insanity Of Giles Giles And Fripp", wydane odpowiednio 10 maja, 11 października i 13 września 1968 roku.

Grupa Giles Giles And Fripp złożyła broń z końcem listopada 1968 r., nagrywając jeszcze dla BBC telewizyjny program "Colour Me Pop". Zniechęcony Pete Giles zrezygnował z kariery muzyka na rzecz zawodu operatora komputera, natomiast jego koledzy angażując znanego Frippowi z czasów szkolnych, grającego na gitarze basowej znakomitego wokalistę Grega Lake´a (ur. 10.10.1948 r. w Bournemouth; uprzednio członka kolejno The Unit, The Time Checkers, The Shame, The Shylimbs i The Gods) oraz przyjmując nową nazwę King Crimson, postanowili wytrwać na scenie. Nazwę tę - mającą być synonimem Belzebuba - wymyślił Sinfield, który oprócz funkcji autora tekstów zajął się również projektowaniem scenografii koncertów.

Zanim jednak King Crimson mógł wyjść na scenę, musiał przygotować nowy program, bowiem z kompozycji z czasów Giles Giles And Fripp muzycy zdecydowali się zachować jedynie balladę "I Talk To The Wind" Zasadnicze zręby owego programu - a tym samym zasadnicze zręby pierwszego longplaya - powstały w styczniu 1969 roku podczas intensywnych prób w piwnicach Fulham Palace Cafe. Ponadto Fripp, McDonald, Giles, Lake i Sinfield przygotowali własne wersje takich standardów jak "Get Thy Bearings" Donovana i "Lucy In The Sky With Diamonds" The Beatles, a także "Marsa" ze suity "Planets" Holsta.

Pierwsze koncerty grupa dała pod koniec lutego w klubie Change Is w Newcastle. Pierwszy koncert uznany za oficjalny - 9 kwietnia w sali Speakeasy w stolicy Wielkiej Brytanii. Potem - w kwietniu, maju i czerwcu - muzycy wystąpili jeszcze osiemnaście razy, głównie w Londynie i okolicach. Dobre przyjęcie undergroundowej publiczności i krytyki spowodowało napływ propozycji nagraniowych. Między innymi od radia BBC i wytwórni Island...

Pierwsza sesja nowego zespołu odbyła się 11 maja 1969 r. Crimson dla potrzeb BBC zarejestrował wówczas "I Talk To The Wind" oraz pierwotne wersje "21st Century Schizoid Man" i "In The Court Of The Crimson King". Gdy utwory te trafiły na antenę (co stało się 11 maja), jeszcze podgrzały atmosferę wokół Frippa & Co. Aż wreszcie nadszedł 5. dzień lipca...

King Crimson był na najlepszej drodze do wielkiej sławy. Sławy, którą zarazem powiększyć i ugruntować mogła tylko płyta długogrająca. Muzycy zaczęli nagrywać ją już dwa dni po występie w Hyde Parku, ale niezadowoleni z rezultatów współpracy z producentem Tonym Clerkiem po parunastu dniach zniszczyli taśmy. Szybko jednak wznowili sesje - tym razem sami produkując swoje utwory - tak że 20 sierpnia album był gotów. W sklepach znalazł się 10 października. Okładkę zdobił w równym stopniu intrygujący co przerażający rysunek wykrzywionej bólem twarzy człowieka, świetnie oddający niesamowitą zawartość płyty...

Oczekiwania publiczności rozbudzone przede wszystkim tylekroć już wspomnianym koncertem w Hyde Parku były olbrzymie. Jednak album ostatecznie zatytułowany "In The Court Of The Crimson King" przerósł wszelkie oczekiwania, stając się najprawdziwszą sensacją! Urzekał i czarował. Niósł utwory o wyjątkowych walorach melodycznych - takie jak delikatna ballada "I Talk To The Wind" wzbogacona partią fletu, a przede wszystkim podniosłe dzieło tytułowe oraz wręcz monumentalny "Epitaph", jeśli nie najlepszą (ten tytuł należy zarezerwować raczej dla "21st Century..."), to w każdym razie najpopularniejszą kompozycję kiedykolwiek sygnowaną nazwą King Crimson (choć album był promowany - wydanym równolegle - singlem nie z "Epitaph", lecz z przedstawionym w dwóch częściach utworem tytułowym). Album urzekał i czarował, ale też zdumiewał i przerażał - przede wszystkim przepowiadaną zniekształconym głosem Lake´a zagładą świata w "21st Century Schizoid Man", niesamowitej zbitce hard rocka, awangardy i nawet jazzu. Właśnie - zbiór "In The Court Of The Crimson King" to także, jeśli nawet nie przede wszystkim, łamanie kolejnych barier stojących przed rockiem i to nie tylko stylistycznych, lecz również aranżacyjnych i brzmieniowych, co w głównej mierze dotyczy wykorzystania tak odtąd mocno kojarzącego się z Crimson zastępującego orkiestrę melotronu, ponadto zaś... ciszy w improwizowanej części "Moonchild". Pierwszy album zespołu Roberta Frippa dał tym samym początek stylowi o nazwie rock symfoniczny (z wcześniejszych osiągnięć przedstawicieli gatunku szacunek wzbudza chyba tylko "Days Of Future Passed" The Moody Blues, bowiem próby The Nice trudno odebrać do końca serio). Mało tego - "In The Court..." wyznaczył artystyczny pułap symphonic rocka, gdyż spośród wszystkich płyt nagranych przez muzyków chcących rockową treść podawać w symfonicznej formie z pierwszym longplayem King Crimson równać się może chyba tylko jeden jedyny "Close To The Edge" Yes.

"In The Court Of The Crimson King" doszedł do 5. miejsca na brytyjskiej liście najlepiej sprzedawanych albumów. Trudno jednak patrzeć na tę płytę - jak zresztą na cały dorobek Frippa - poprzez pryzmat lokat i liczb. "In The Court Of The Crimson King" okazał się płytą tak udaną i ważną, iż przysłonił wszystkie późniejsze dokonania zespołu. Co prawda nazwanie King Crimson zespołem jednego albumu byłoby olbrzymie przesad, ale...

"In The Court Of The Crimson King" w Stanach Zjednoczonych zdobył nieco mniejszą popularność niż w Europie, jednak i tak szybko wszedł na listy przebojów (najwyższa pozycja - 28.), toteż muzycy mogli przeprawić się przez Atlantyk. Na nowym kontynencie zadebiutowali 29 października w Vermont (czyli po serii kolejnych koncertów w Wielkiej Brytanii, m.in. w słynnym londyńskim klubie Marquee), pozostając tam aż do 16 grudnia. Dzielili wówczas scenę np. z The Nice, Jefferson Airplane, Joe Cockerem i Fleetwood Mac. Jednak najważniejszy w tamtym okresie występ King Crimson odbył się pod koniec listopada w ramach "Palm Beach Festival", gdzie grupa znów spotkała się z The Rolling Stones. Niestety, McDonald - kompozytor znaczącej części "In The Court..." - i Giles nie mogąc znaleźć wspólnego języka z coraz bardziej autorytarnym Frippem właśnie w USA podjęli decyzję o opuszczeniu Crimson. Zadecydowała burzliwa rozmowa muzyków w nocy z 7 na 8 grudnia.

lan McDonald i Michael Giles już w 1970 roku wydali ceniony przez fanów King Crimson (ale właściwie tylko przez nich...) album zatytułowany po prostu "McDonald And Giles" (nagrany z pomocą m.in. Steve´a Winwooda oraz... Pete´a Gilesa i Sinfielda, autora słów suity "Birdman"). Później jednak duet ten przestał istnieć. Giles właściwie odszedł od muzyki, natomiast McDonald (po nieudanej próbie powrotu do KC) w 1976 r. był współzałożycielem zespołu Foreigner (który opuścił cztery lata później) - bardzo popularnego, lecz grającego ułożoną, wręcz zachowawczą muzykę rockową środka. Jakże inną od tej, która stała się udziałem King Crimson...

Tymczasem Frippowi nie udawało się rozwiązać kłopotów personalnych zespołu. Zresztą już wkrótce Crimson de facto przestał być zespołem - stając się zgromadzeniem muzyków powoływanych do nagrania kolejnych płyt Roberta firmowanych nazwą King Crimson - bowiem w ślady McDonalda i Gilesa poszedł również Lake, podobnie jak i tamci niezadowolony z apodyktyczności lidera. Ale... Oto zdarzył się kolejny paradoks w pełnej paradoksów historii Karmazynowego Króla. W nagraniu dwóch kolejnych płyt Crimson wzięło udział aż trzech byłych współpracowników Frippa! 13 marca 1970 roku ukazał się singel "Cat Food"/"Groon", oprócz Frippa i Sinfielda będący również dziełem Lake´a i obu (!) braci Gilesów, a także jazzowego pianisty Keitha Tippetta. I właśnie ci muzycy (na melotronie zaczął teraz grać sam Fripp), wsparci nowym wokalistą Gordonem Haskellem (wybranym spośród wielu kandydatów, wśród których znalazł się tak później sławny Elton John) z Cupid´s Inspiration, a wcześniej z... The Ravens, The League Of Gentlemen i Fleur De Lys oraz saksofonisty i flecista Melem Collinsem (eks-The Stormville Shakers i Circus) - przy pomocy grających anonimowo perkusisty Jona Hisemana i pianisty Keitha Emersona - wiosną 1970 r. nagrali kolejny album King Crimson, zatytułowany "In The Wake Of Poseidon".

A propos Emersona, a przede wszystkim Lake´a. Wkrótce razem z Carlem Palmerem stworzyli oni klasyczny sympho-rockowy zespół Emerson Lake & Palmer, który popularnością znacznie przewyższył King Crimson. Nie znaczy to jednak, że Lake - który zdobył sławę wybitnego balladzisty ("Lucky Man", "Take A Pebble", "The Sage", "From The Beginning", "C´est la vie") - zapomniał o swoich Crimsonowskich korzeniach. Najlepszym tego dowodem zacytowanie "Epitaph" w koncertowej wersji utworu "Tarkus" pochodzącej z albumu "Welcome Back My Friends...".

Płyta "In The Wake Of Poseidon" ukazała się 15 maja 1970 roku. W Stanach Zjednoczonych wspięła się na 31. miejsce list przebojów, w Wielkiej Brytanii aż na 4. - najwyższe, jakie kiedykolwiek osiągnęła jakakolwiek płyta King Crimson! Ale też "In The Wake Of Poseidon" to najsłabszy album z pierwszego okresu działalności zespołu Frippa. Cóż, paradoksy niejako stały się prawidłowościami... Bo początkowo dobre wyniki sprzedaży "In The Wake..." mocna wytłumaczyć sławą już przechodzącą w legendę "In The Court ..." (która to płyta na przestrzeni lat sprzedała się w nieporównywalnie większym nakładzie niż "In The Wake..."), a nie własnymi walorami drugiego albumu Crimson. Zresztą ów drugi album na dobrą sprawę był jedynie echem, i to przygłuszonym, pierwszego. Odwołań naprawdę nie brakowało - "Cadence And Cascade" (jedyny utwór zaśpiewany przez Haskella) to jakby kopia "I Talk To The Wind", "Pictures Of A City" ma przypominać "21st Century Schizoid Man", w atmosferze awangardowego "The Devil´s Triangle" jest coś z atmosfery "Moonchild", natomiast tytułowy "In The Wake..." niemal wprost nawiązuje do utworu tytułowego "In The Court...". Ba! - muzycy, jakby przyznając się do chęci stworzenia kopii pierwszego albumu Karmazynowego Króla, w kakofoniczny finał "Garden Of Worm" wpletli cytat z piosenki "The Court Of The Crimson King". A jeśli już obie płyty różniły się, to mniejszą siłą wyrazu tej drugiej i większym na niej skomplikowaniem materii muzycznej.

Rok 1970 okazał się dla King Crimson rokiem mniej pomyślnym niż poprzedni. I dużo trudniejszym, Ze względu na rotacje personalne grupa nie mogła koncertować. A rotacje trwały. Lake ostatecznie przeciął więzy z Frippem jeszcze w marcu, bracia Gilesowie natychmiast po nagraniu "In The Wake Of Poseidon". Ale Robert Fripp nie składał broni, mimo że dostał propozycję od Yes zastąpienia Petera Banksa i mimo że podjął współpracę z formacją

Van Der Graaf Generator (w roku 1970 pomógł jej nagrać album "H To He Who Am The Only One", w 1971 album "Pawn Hearts"; ponadto grał na pierwszym solowym longplayu lidera Van Der Graaf Generator, Petera Hammilla -"Fool´s Mate").

W roku 1970 King Crimson nie koncertował (wystąpił tylko raz - 25 marca w telewizyjnym programie BBC "Top Of The Pops", prezentując "Cat Food"; był to zresztą pożegnalny koncert z Gregiem Lake´m). Ale za to nagrał jeszcze jeden album - "Lizard". Sesje "Lizard" odbyły się jesienią, a oprócz Frippa, Haskella, Collinsa, Tippetta, no i Sinfielda - tworzących wówczas trzon zespołu - wzięli w nich udział także perkusista Andy McCulloch (eks-The Shylimbs) oraz grający na instrumentach dętych Robin Miller (obój i rożek angielski) , Mark Charig (kornet) i Nick Evans (trąbka). Poza tym swego głosu użyczył znakomity gość z grupy Yes - Jon Anderson.

Anderson zaśpiewał w "Prince Rupert Awakes" - pierwszej części tytułowej suity opowiadającej o walce księcia Ruperta z tajemniczym jaszczurem. Album "Lizard" to zresztą przede wszystkim właśnie suita "Lizard". A tym samym potwierdzenie, że dla Frippa chyba nie istniały stylistyczne i aranżacyjne bariery. W utworze tytułowym znalazło się bowiem miejsce i dla delikatnej ballady, i dla... bolera, i dla nowoczesnego jazzu. Zresztą jazz jest tym, co wyróżnia ten album spośród innych firmowanych przez King Crimson. Wyraźne akcenty jazzowe - w partii fortepianu - znalazły się też w kompozycji "Happy Family". Najważniejsze jednak, że zespół zatarł złe wrażenie "In The Wake Of Poseidon" i wydobył się z cienia "In The Court Of The Crimson King". Chociaż... Tęsknota za "In The Court...", za pięknymi kompozycjami McDonalda, za głębokim, monumentalnym, a przy tym ciepłym głosem Lake´a tak naprawdę nie została wygaszona po dziś dzień...

"Lizard" doszedł do 30. miejsca na liście najlepiej sprzedawanych longplayów w Wielkiej Brytanii. Znaczyło to, że zespół swą mniej przystępną muzyką już odepchnął od siebie słuchaczy zafascynowanych "Epitaph". Ale znaczyło również, że jednak wychował grono stałych, uważnie śledzących jego poczynania odbiorców, będących głównie studentami, gotowych udać się za Frippem w wędrówkę nawet po najbardziej krętych drogach muzycznego świata artysty. Uwaga ta jednak w najmniejszym stopniu dotyczyła słuchaczy amerykańskich, bowiem na tamtejszym rynku trzeci longplay King Crimson nie osiągnął żadnych sukcesów dochodząc ledwie do 113. (!) miejsca.

W Europie jednak - powtórzmy - zapotrzebowanie na muzykę Frippa & Co. ciągle było znaczące. Także na żywą muzykę... Dlatego wkrótce po wydaniu "Lizard" gitarzysta zaczął kompletować skład zdolny podołać trudom koncertowania. Kompletowanie trwało długo - aż do wczesnej wiosny 1971 r. I było mozolne - Fripp, Sinfield i Collins (bo do tej trójki stopniał wówczas trzon KC) przesłuchali dziesiątki wokalistów (wśród odrzuconych znalazła się kolejna, po Eltonie Johnie, przyszła gwiazda - Bryan Ferry, lider Roxy Music), basistów i perkusistów. W końcu wybór padł na lana Wallace´a (eks-The Warriors i World) i Boza Burrella (eks-The Tea Time Four, Boz People, The Sidewinders, Feel For Soul i Mirrors). Ten drugi (ur. 1.08.1946 r. w Lincoln) nie tylko stanął przy mikrofonie, ale i zlikwidował vacat gitarzysty basowego, mimo że wcześniej o grze na tym instrumencie nie miał pojęcia. Warto dodać, że w tamtym okresie pierwsze podejście do King Crimson - na razie tylko w roli basisty - uczynił John Wetton, ale nie znalazł porozumienia z Burrellem, Collinsem i Wallacem.

Robert Fripp postanowił odrobić zaległości koncertowe. Rok 1971 był rokiem dużej aktywności scenicznej King Crimson. Zespół zaczął w kwietniu czterema występami w Zoom Club we Frankfurcie nad Menem (12 - 15). Potem między 11 maja (Plymouth) a 30 października (Manchester) - aż czterdzieści siedem razy grał przed publicznością brytyjską. Przerwy między koncertami poświęcone były kompletowaniu i nagrywaniu materiału na kolejny longplay, który w sklepach znalazł się 3 grudnia 1971 r. Nazwano go "Islands".

O ile dwa poprzednie albumy Crimson niosły trudną, pogmatwaną, nierzadko zgoła awangardowa muzykę, tak ten (znów nagrany z Tippettem, Charigiem i Rubinem Millerem; a ponadto z kontrabasistą Marrym Millerem i wokalistką Pauliną Lucas) stawiał przed słuchaczami już nieco mniejsze wymagania. Nie znaczy to jednak, że Fripp poskromił ambicję, że zrezygnował ze swojej koncepcji zorganizowanej anarchii. Że jego muzyka przestała zachwycać śmiałymi pomysłami. Że przestała być różnorodna. Nie! "Islands" to chyba nawet album najbardziej niejednorodny stylistycznie w całej dyskografii King Crimson. Kontrasty, zmiany melodii, rytmu i przede wszystkim nastrojów... Ale Fripp zadbał przecież nie tylko o to, by jego muzyka zdumiewała, a nawet drażniła ("Sailor´s Tale", końcówka "The Letters" niszcząca wcześniej wypracowany romantyczny nastrój tego utworu) - chciał również, by zachwycała już znacznie bardziej konwencjonalnie pojętym pięknem. I udało mu się, czego najlepszymi dowodami niedwuznacznie kojarzące się z The Beatles okresu "Revolver" fragmenty "Ladies Of The Road", subtelnie wzbogacony dźwiękami fletu i kontrabasu "Formentera Lady´, orkiestrowy "Prelude: Song Of The Gulls" będący wprowadzeniem do utworu tytułowego oraz właśnie ów utwór tytułowy.

W sumie "Islands" okazał się najlepszym albumem Crimson od czasu "In The Court Of The Crimson King". Stabilizował też rynkową pozycję grupy w Wielkiej Brytanii (30. lokata).

Lecz o stabilizacji personalnej nie mogło być mowy...

Pozycja Karmazynowego Króla na rynku amerykańskim ciągle była chwiejna, ale że "Islands" sprzedawał się tam znacznie lepiej niż "Lizard" (76. lokata), zespól ruszył za ocean z cyklem koncertów. Właśnie w Stanach Fripp doszedł do wniosku, że długiej już nie może pracować z Sinfieldem. Że twórcze możliwości ich duetu wyczerpały się. Jednak na tym nie koniec - konflikt wkrótce podzielił Roberta także z pozostałymi członkami grupy. Skład Fripp - Collins - Burrell - Wallace utrzymał się do wiosny 1972 r. tylko dlatego, że zespół miał zakontraktowane kolejne koncerty w Ameryce. Wystąpił tam, choć już tylko w USA a nie w Kanadzie, trzydzieści dwa razy - od 11 lutego (Wilmington) do 1 kwietnia (Birmingham w stanie Alabama). Tournée owo udokumentował wydany 9 czerwca 1972 r. pierwszy koncertowy album King Crimson - "Earthbound". Ale wydany tylko w Wielkiej Brytanii, bowiem firma Atlantic odmówiła publikacji nagrań w Stanach tłumacząc swoją decyzję słabą jakością techniczną materiału. "Earthbound" rzeczywiście brzmiał kiepsko, ale miał dla fanów Crimson sporą wartość głównie ze względu na obecność uzupełniających klasyczne utwory "21st Century Schizoid Man" i "The Sailor´s Tale" nowych kompozycji "Peoria" i "Earthbound", a także rozbudowanej wersji "Groon" (tematu dotąd opublikowanego wyłącznie na drugiej stronie singla "Cat Food").

Album "Earthbound" zbierał nagrania zarejestrowane 11, 26 (Jacksonville) i 27 (Orlando) lutego oraz 10 (Peoria) marca. Lecz przynajmniej jeszcze jeden koncert w ramach tamtego tournée miał duże znaczenie - 27 marca w Bostonie. Obok King Crimson grał wtedy Yes, jeszcze w składzie z perkusistą Billem Brufordem... Bruford, wielki fan Frippa, miał wówczas sposobność słuchać swego mistrza na żywo po raz drugi (po raz pierwszy - jeszcze 11 kwietnia 1969 r. w londyńskim Lyceum!). Utwierdził się wtedy w przekonaniu, że o ile Yes na szykownym Close To The Edge" wyczerpał swoje możliwości, tak możliwości Crimson pozostają po prostu niewyczerpane...

Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych wiosną 1972 roku Robert Fripp zaczął formować King Crimson na nowo i od początku, został bowiem już zupełnie sam (Sinfield w 1973 roku wydał pod własnym nazwiskiem album "Still", w nagraniu którego pomagało mu wielu muzyków związanych z KC - Lake, Collins, Tippett, Wallace, Burrell, Wetton i Rubin Miller, później pisał teksty dla Emerson Lake & Palmer i włoskiej formacji PFM; Wallace, Collins i Burrell współpracowali m.in. z Alexisem Kornerem; Burrell znalazł się też w Bad Company; Collins grał z Camel i okazjonalnie z Dire Straits; Wallace nagrywał m.in. ze Stevem Marriottem i Bobem Dylanem).

Nowy skład King Crimson Fripp ostatecznie uformował w lipcu 1972 roku. Oprócz wspomnianego Bruforda (ur. 17.05.1948 r. w Londynie), w zespole znaleźli się jeszcze basista i wokalista John Wetton (ur. 12.07.1949 r. w Derby) były muzyk formacji James Litherland´s Brotherhood, Mogul Thrash i Family, skrzypek i flecista David Cross (eks-Rings) oraz obsługujący instrumenty perkusyjne Jamie Muir (eks-Boris, Assegai i Sun Ship) - jedna z najbardziej barwnych postaci tworzących historię i legendę Karmazynowego Króla.

Skład ten - uważany za jeden z najlepszych, a być może nawet najlepszy w dziejach King Crimson - podjął działalność koncertową. Zadebiutował - po trwających trzy tygodnie wyjątkowo intensywnych próbach - w październiku (13 - 15) we frankfurckim Zoom Club, w tym samym miesiącu wystąpił jeszcze w Bramie (17) oraz w jazzowym klubie w Redcar (29), a potem odbył regularne tournee po Wielkiej Brytanii (rozpoczęte 10 listopada w Hull, a zakończone 15 grudnia w Portsmouth). Jednymi z głównych atrakcji, jakie spotykały uczestników koncertów, były wygląd i zachowanie Muira. Muzyk ten, spowity w futrzane skrzydła, w sposób nieskoordynowany miotał się po scenie, a nawet pluł krwią - co robiło szczególne wrażenie także ze względu na kontrast ze statycznie zachowującymi się jego kolegami (ulubioną pozycją koncertową Frippa była pozycja siedząca). Muir sprawiał wrażenie osoby szalonej, niezrównoważonej psychicznie. I rzeczywiście...

Nieoczekiwanie dla bardzo zasmuconych takim obrotem sprawy kolegów nie stawił się na pierwsze koncerty King Crimson w 1973 roku - 10 i 11 lutego w klubie Marquee. Po prostu przepadł i to w tajemniczych okolicznościach. Niektórzy utrzymywali, iż zamknął się w którymś z tybetańskich klasztorów, inni że trafił do sekty buddyjskiej w... Szkocji.

Muir jeszcze zdążył wziąć udział w nagraniu kolejnego longplaya King Crimson, bowiem sesje odbyły się w styczniu i na początku lutego. Longplay ów - zatytułowany "Larks´ Tongues In Aspic" - ukazał się ostatniego dnia marca 1973 roku. Po raz pierwszy od czasu "In The Court Of The Crimson King" Fripp wykorzystał kompozytorskie pomysły kolegów z zespołu (w tym czasie złożył też kilka oświadczeń prasowych, że King Crimson nie równa się Robert Fripp) i... wyszedł na tym bardzo dobrze, choć akurat wcale nie kompozycje okazały się głównym atutem już szóstego albumu Karmazynowego Króla...

"Larks´ Tongues In Aspic" jest często uważany za największe osiągnięcie Crimson po "In The Court Of The Crimson King". Chyba słusznie. Co prawda muzykom nie udało się stworzyć choćby jednego wyjątkowo zapadającego w pamięć utworu, co prawda poetyka tekstów Richarda Palmera-Jamesa (wśród następców Sinfielda początkowo wymieniano piszącego dla Eltona Johna Berniego Taupina) okazała się mniej wyszukana, zaś tematyka bardziej przyziemna -. ale zrekompensowało te braki fantastyczne wykonawstwo, decydujące o szczególnej aurze i szczególnej sile wyrazu muzyki King Crimson A.D. 1973. Cennymi nabytkami okazali się zwłaszcza Wetton ("Exiles", "Book Of Saturday" i "Easy Money" zaśpiewał niewiele gorzej niżby to uczynił Lake), Bruford (który głównie w Easy Money" udowodnił, że ma swój styl świetnie pasujący do stylu Frippa) i Cross ("Larks´ Tongues In Aspic, Part One", "The Talking Drum"), choć brzmienie KC wzbogacił również Muir, współtworząc niezwykły klimat "The Talking Drum". Niemniej centralną postacią zespołu pozostał Fripp, jedyny twórca i główny wykonawca koronnego utworu płyty - "Larks´ Tongues In Aspic, Part Two". Oparta na ciężkim riffie gitary druga część utworu tytułowego to przykład na motorykę muzyki King Crimson. Muzyki, która mieściła się między Black Sabbath a Soft Machine - jak podsumowała "Larks´ Tongues In Aspic" prasa.

"Larks´ Tongues In Aspic" znalazł uznanie także wśród publiczności. W Wielkiej Brytanii płyta doszła do 20. miejsca na listach, w USA - do 61.

Prawie cały 1973 rok muzycy spędzili w trasie. To był rok najbardziej obfitujący w koncerty w całej historii Frippa i King Crimson. Grupa wystąpiła wtedy przeszło sto razy, z reguły na początku przedstawiając pierwszą część "Larks´ Tongues...", zaś na koniec drugą (dopiero z czasem druga część grana była w środku, ustępując miejsca finałowemu" 21st Century Schizoid Man"). Program uzupełniał m.in. słynny później "Starless". Fripp, Wetton, Bruford i Cross koncertowali w Wielkiej Brytanii (nie tylko w lutym, lecz również w marcu i październiku), Holandii (marzec i listopad), Włoszech (kwiecień i listopad), Szwajcarii (kwiecień i listopad), Francji (kwiecień i listopad), USA (kwiecień maj, czerwiec, lipiec, wrzesień i październik), Kanadzie (maj i wrzesień), Belgii (listopad) oraz Hiszpanii (listopad). Karmazynowy Król zbierał znakomite recenzje i niemałe ilości słuchaczy (6 kwietnia w Rzymie przyszło ich dwadzieścia tysięcy!)

Jak widać, muzycy mieli wolne tylko w sierpniu i grudniu. Zresztą nie wszyscy -- w sierpniu Fripp, odczuwający pewne ograniczenie nową, demokratyczną formułą King Crimson, wraz z odchodzącym z Roxy Music Brianem Eno nagrał wydaną w listopadzie płytę "No Pussyfootin' ", mająca znaczenie o tyle, że właśnie na niej uchylił rąbka tajemnicy swojej sławnej później techniki gitarowej nazwanej frippertronics.

W styczniu 1974 roku King Crimson - o dziwo w nie zmienionym składzie - znów znalazł się w studiu. Zarejestrowana została wtedy część albumu "Starless And Bible Black", powstającego etapami już od sierpnia

1973 r. Pozostałą część płyty wypełniły kompozycje nagrane 23 listopada w Amsterdamie (choć próżno szukać na okładce informacji o tym). Płyta owa - poprzedzona singlem "The Night Watch"/"The Great Deceiver" - znalazła się w sklepach już w lutym.

"Starless And Bible Black" to jeden z najbardziej kontrowersyjnych albumów w całej dyskografii Crimson. To dalszy ciąg burzenia rockowych struktur. To potwierdzenie kunsztu instrumentalistów prowadzących między sobą coś w rodzaju gry a może nawet walki (np. tytułowy "Starless And Bible BIack"). To świadectwo ich umiejętności improwizacyjnych ("We´ll Let You Know"). To także świadectwo postępującej demokratyzacji wewnątrz zespołu. Ale "Starless And Bible BIack" jednak wyraźnie ustępował "Larks´ Tongues In Aspic". Także pod względem popularności - siódmy album KC w Wielkiej Brytanii doszedł co prawda do 28. miejsca, lecz w Stanach Zjednoczonych w ogóle nie wszedł na listy.

Niemniej zapotrzebowanie na koncerty King Crimson ciągle było spore. Na całym świecie. W Europie Zachodniej (Włochy, Francja, Niemcy) - gdzie grupa występowała w marcu i na początku kwietnia 1974 roku. W Kanadzie - gdzie grała w maju i czerwcu. No i w USA - gdzie grała i w kwietniu, i w maju, i w czerwcu, i w lipcu. Północnoamerykańskie tournée - w trakcie którego rozstał się z kolegami David Cross - Crimson zamknął 1 lipca 1974 r. w nowojorskim Central Parku. Zresztą nie tylko to tournée - także cała swoja działalność sceniczną na długich siedem lat... Robert Fripp zaczynał być znudzony koncertowaniem pod starym szyldem. I samym szyldem też...

Jednak z King Crimson zrealizował jeszcze jeden projekt studyjny. Z triem King Crimson... Ale tylko formalnie rzecz biorąc. Oto oprócz Frippa, Wettona i Bruforda latem 1974 roku kolejny album Karmazynowego Króla nagrywali starzy znajomi - Collins, Robin Miller i Charig. I nawet Cross. I nawet - uwaga - sam lan McDonald, który zgłosił chęć stałego powrotu do zespołu! Album zatytułowany "Red" ukazał się 5 października 1974 r.

McDonald zagrał na saksofonie np. we wspomnianym wcześniej utworze "Starless". Podniosłym, wzruszającym, pomnikowym. Przepięknym. Mogącym stanowić ozdobę nawet "In The Court Of The Crimson King" - i z "ln The Court..." się kojarzącym. Ale inne fragmenty "Red" - może oprócz ballady "Fallen Angel" - budziły już mieszane uczucia. Fripp ze swoimi muzykami prowadził dalszy ciąg eksperymentów znanych z poprzednich płyt. A nawet jakby te eksperymenty podsumowywał...

I rzeczywiście. Wydanie "Red" (tylko tydzień na brytyjskich listach, i to na niewysokim 45. miejscu) poprzedziło oświadczenie gitarzysty opublikowane 28 września na łamach pisma "New Musical Express", iż ostatecznie rozwiązuje on King Crimson. Decyzję tę motywował chęcią zmiany dotychczasowego trybu życia... lan McDonald wybrał zły moment.

Inną płytą podsumowującą eksperymenty i dorobek King Crimson okazał się wydany 3 maja 1975 roku koncertowy album "USA", zawierający nagrania zarejestrowane głównie 30 czerwca 1974 r. w Providence, ale nie tylko. Także dwa dni wcześniej w Asbury Park. Właśnie tam Fripp, Wetton, Bruford i Cross wykonali premierową kompozycję stosownie zatytułowaną "Asbury Park" (powtórzył się więc przypadek "Peorii" z "Earthbound"), która na "USA" uzupełniła klasyczne utwory w rodzaju "21st Century Schizoid Man", "Easy Money" i drugiej części "Larks´ Tongues In Aspic". Wymienionym muzykom towarzyszył znakomity skrzypek i pianista Eddie Jobson, dogrywając swe partie już w studiu.

Wydaniu "USA" miało towarzyszyć pojawienie się pozycji najpełniej podsumowującej dotychczasowy dorobek King Crimson - dwupłytowego zestawu "The Young Persons´ Guide To King Crimson". Ostatecznie jednak publikację "The Young Persons´ Guide..." przesunięto o rok - do marca 1976 roku. Pierwotny zamysł "komplementarności" obu tych albumów tłumaczy, dlaczego na drugim z nich zabrakło "21st Century Schizoid Man". Nie zabrakło natomiast pozostałych ważniejszych utworów z wszystkich, wyłączywszy "Lizard", podstawowych płyt zespołu. I nie tylko - wartość tej składanki znakomicie podniosła publikacja studyjnej wersji "Groon", a przede wszystkim "I Talk To The Wind" z Judy Dyble w roli wokalistki. Natomiast "21st Century Schizoid Man" - wraz z "Epitaph" w lutym 1976 r. wydano jeszcze raz, na singlu pilotującym "The Young Persons´ Guide To King Crimson".

W drugiej połowie lat 70. były to jedyne przyjemne wiadomości dotyczące King Crimson. Chociaż nie - przecież to właśnie z Crimson wykluło się U.K., ostatni wielki zespół rocka progresywnego tamtej dekady (i jeden z ostatnich wielkich rocka progresywnego w ogóle). U.K. tworzyli Eddie Jobson, Allan Holdsworth John Wetton i Bill Bruford. Zespół nagrał trzy znakomite albumy - "U.K." (1978), "Danger Money´" (1979) i koncertowy "Night After Night" (1979). Bruford i Holdsworth mieli w sukcesie U.K. najmniejszy udział, bowiem odeszli tuż po nagraniu pierwszej płyty, zastąpieni przez Terry´ego Bozzo - perkusistę z zespołu Franka Zappy. Sukces U.K. - artystyczny, bo w mniejszym stopniu komercyjny - był niekwestionowany. Tymczasem wyzwolony od King Crimson Robert Fripp nie mógł pochwalić się ani takim, ani takim. Zresztą początkowo wycofał się z czynnego życia muzycznego, miesiącami słuchając wykładów J.G. Bennetta dotyczących duchowości człowieka. Do studia wrócił dopiero po nabraniu odpowiedniego dystansu do swej przeszłości.

"Evening Star", pierwsza post-Crimsonowska płyta Frippa, wyszła jesienią 1975 roku. Gitarzysta znów firmował ją wspólnie z Brianem Eno. Z Eno dwa lata później nagrał kolejny album - "Before And After Science", ale tym razem już na prawach muzyka zaproszonego (tak jak w roku 1973 - "Here Comes The Warm Jets", a w 1974 - "Another Green World"). Zresztą pomaganie zaprzyjaźnionym artystom stało się w drugiej połowie lat 70. wprost zwyczajem Frippa. Oprócz "Before And After Science" miał on swój udział także w powstaniu "Heroes" (1977) i "Scary Monsters" (1980) Davida Sowiego, "1" (1977), "11" (1978) i "III" (1980) Petera Gabriela, "Along The Red Ledge" (1978) duetu Hall & Oates, "Parallel Lines" (1978) Blondie i "Fear Of Music" (1979) Talking Heads.

Pierwszy solowy longplay Frippa -"Exposure" - ukazał się dopiero w kwietniu 1979 roku. Gitarzysta pozyskał do nagrań takich muzyków, jak Daryl Hall (wedle pierwotnego zamysłu miał on śpiewać we wszystkich utworach, ale że nie uzyskał zgody macierzystej wytwórni RCA, zaśpiewał tylko w dwóch), Phil Collins, Peter Hammill, Peter Gabriel i Tony Levin; wykorzystał wypowiedzi swoich duchowych mistrzów: Bennetta i Shivapuri Baby; dwukrotnie ("Breathless", "Disengage") niemal bezpośrednio odwołał się do stylistyki King Crimson - lecz najważniejsze okazało się coś innego. Oto Fripp rozwinął i w pełnej krasie pokazał swa technikę frippertronics - polegającą na sprzężeniu gitary z dwoma magnetofonami połączonymi ze sobą pętlą taśmy. Jednak frippertronics zdecydowanie bardziej cieszyła samego twórcę niż publiczność, toteż "Exposure" z trudem wszedł na brytyjskie listy przebojów, a następne albumy eksponujące tę technikę nie zdobyły praktycznie żadnego rozgłosu...

Pełniejszą próbkę frippertronics przyniósł wydany równo rok po "Exposure" longplay "God Save The Queen - Under Heavy Manners", nagrany przez Roberta m.in. z Davidem Byrnem, wokalistą Talking Heads. Zresztą przełom lat 70. i 80. to okres największej fascynacji lidera byłego King Crimson opracowaną przez niego technika. Bo Fripp nie tylko nagrywał. Także (od września 1978 r. do lutego 1981 r.) koncertował. W zachodnioeuropejskich i północnoamerykańskich kinach, restauracjach, sklepach płytowych, supermarketach, klubach - po prostu gdzie się dało. Musiał szukać słuchaczy, bo ci nie chcieli szukać jego...

Kolejny - już w pełni "frippertronikowy" album gitarzysty, "Let The Power Fall - An Album Of Frippertronics" - ukazał się w roku 1981 r. Kolejny, a zarazem ostatni (do 1995 r.), bowiem uwagę Roberta już od miesięcy zaprzątał inny projekt - wykonujący wyłącznie muzykę instrumentalną zespół o starej nazwie... The League Of Gentlemen. Przy czym ta muzyka miała niedwuznacznie nowofalowe korzenie... W skład The League Of Gentlemen, obok Frippa, weszli keyboardzista Barry Andrews, basistka Sara Lee i perkusista Johnny Toobad, wkrótce zastąpiony przez Kevina Wilkinsona. W roku 1980 grupa dała w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej przeszło siedemdziesiąt koncertów (pożegnalny odbył się 29 listopada w Londynie), a w roku 1981 opublikowała swój jedyny longplay zatytułowany po prostu "The League Of Gentlemen".

The League Of Gentlemen nie był jedynym projektem odciągającym Frippa od frippertronics. Ten drugi projekt pierwotnie miał nazywać się Discipline - jak nowo przez niego założony zespół. Ostatecznie zatytułowany został... King Crimson - jak zespół stary, lecz doskonale pamiętany przez fanów. Robert swój ruch tłumaczył tym, iż po prostu dojrzał do powrotu do starej nazwy.

Jednak tak naprawdę stara była tylko nazwa i perkusista - wierny Bill Bruford. Dopełniający skład śpiewający gitarzysta Adrian Belew i basista Tony Levin wydłużyli listę muzyków, jacy przewinęli się przez King Crimson (warto zwrócić uwagę, iż Belew był w całej historii KC pierwszym gitarzystą, u boku Frippa). Również nowa była muzyka - wyjąwszy uzupełniające program występów "Larks´ Tongues In Aspic, Part Two" i "Red".

Pierwsze koncerty - jeszcze nie pod szyldem King Crimson, tylko Discipline - kwartet dał w kwietniu (początek - 30. w Bath) i maju (koniec - 16. w Brukseli) 1981 roku. Potem muzycy weszli do studia. Owoce ich pracy słuchacze poznali we wrześniu 1981 r., kiedy to dyskografia Karmazynowego Króla powiększyła się o album "Discipline" (wydany, tak jak i następne, już nie przez Island, lecz przez EG Records).

Owoce nie wszystkim smakowały... Zwłaszcza tym, którzy na mocy powrotu do starej nazwy spodziewali się podróży sentymentalnej, dawnego przepychu aranżacyjnego i formalnego. Tymczasem Fripp i spółka (spośród partnerów lidera dużą rolę odegrał zwłaszcza Belew w swoich trzech wcieleniach - wokalisty, gitarzysty i autora tekstów) zaproponowali muzykę co prawda po dawnemu mająca jazzowe odniesienia i niemal po dawnemu skomplikowaną, ale odbijającą też nowe prądy, jakie pojawiły się w okresie nieistnienia King Crimson. Chodzi o wpływy Talking Heads (mimo wszystko zrozumiałe zważywszy na przeszłość Belewa), chodzi - nawet! - o wpływy punkowe. Chodzi też o swoisty z tej muzyki - a i z głosu Belewa - emanujący chłód. Nawet wykorzystujący afrykańskie rytmy "Thela Hun Ginjeet" niewiele podnosił temperaturę całości...

"Thela Hun Ginjeet" to najbardziej namacalny dowód jednocześnie poszerzenia się i zmiany stylistyki King Crimson. To także jeden z dwóch wyraźnie wyróżniających się fragmentów "Discipline". Ten drugi fragment - piękna, jakby oniryczna ballada "Matte Kudasai" - razem z "Elephant Talk" w październiku został wydany na singlu, który jednakże nie zdobył popularności. Natomiast album znajdował nabywców, w Wielkiej Brytanii dochodząc do 41. miejsca, w USA - tylko o cztery lokaty niżej.

Miesiąc po wydaniu "Discipline" zespół ruszył na zachodnioeuropejskie tournée, które zaczęło się 5 października w Bath, a skończyło dwa tygodnie później w Madrycie.

To był pracowity okres w karierze Frippa. W roku następnym - 1982 - wydał "I Advance Masked", pierwsza z dwóch płyt nagranych z Andym Summersem (duet ten powstał z inicjatywy gitarzysty The Police). Wkrótce pojawił się też longplay znów podpisany nazwą King Crimson. Nazywał się "Beat", a sprzedawano go od kwietnia.

Sprzedaż "Beat" początkowo była porównywalna ze sprzedażą poprzedniej płyty (w Wielkiej Brytanii miejsce 39., po drugiej stronie oceanu - 52.). Jednak wkrótce zainteresowanie publiczności nową muzyką Karmazynowego Króla osłabło. W postaci "Beat" oferowano jej niemal wierną kopię "Discipline". Tak, po raz pierwszy w swej długiej karierze Crimson przedstawił album nic lub niewiele różniący się od poprzedniego! A jeśli różnił się, to - zgodnie z tytułem - jeszcze większym zrytmizowaniem utworów, wykorzystaniem techniki frippertronics, a przede wszystkim brakiem perełek na miarę "Matte Kudesai" i "Thela Hun Ginjeet". Nic więc dziwnego, że singel z "Heartbeat" i fragmentami "Requiem" nie trafił na listy przebojów.

"Beat" doczekał się bardzo intensywnej promocji koncertowej. W lutym i marcu Fripp, Belew, Bruford i Levin dali jedenaście występów w Stanach. Następna - licząca trzynaście "przystanków" - tura amerykańska przypadła na lato. Jeszcze w sierpniu muzycy powrócili do Europy, gdzie zagrali dziewięć raty (m.in. 27 sierpnia we francuskim mieście Frejus, który to koncert wydano na wideokasecie "The Noise - Frejus 1982"), kończąc trasę 12 września w Londynie.

W roku 1983 Fripp i jego partnerzy milczeli. Przygotowywali album "Three Of A Perfect Pair" - jak się okazało zamykający "kolorową trylogię" (tak od utrzymanych w jednolitym kolorze okładek poszczególnych płyt nazwali ją fani), a tym samym drugi etap w karierze King Crimson. "Three Of A Perfect Pair" znalazł się w sklepach w marcu 1984 roku.

Niestety, jedyną naprawdę znaczącą częścią tej trylogii pozostała jej część pierwsza. Bo "Three Of A Perfect Pair" znów nie wzbogacił portretu grupy. Zaciekawiało jedynie... pogrupowanie wypełniających album utworów w kontrastujące ze sobą zbiory łatwiejszych do zaakceptowania i trudniejszych w odbiorze - efekt kompromisu między dbającym o komunikatywność przekazu Belewem i innowatorem Frippem. Wśród tych pierwszych piosenek znalazły się wydane (w lutym 1984 r.) na pilotującym album singlu "Sleepless" i "Nuages" (i to wydane także w zremiksowanych, tanecznych wersjach!); wśród pozostałych - trzecia, najsłabsza (mimo intrygującej partii Frippa) część "Larks´ Tongues In Aspic".

W sumie zestaw "Discipline", "Beat" i "Three Of A Perfect Pair" pokazał, iż nowy King Crimson jednocześnie umiejętnie zasymilował nowe prądy i zachował oryginalność, lecz z jego muzyki i tekstów - niepocieszenie dla starych fanów - zniknęły bogactwo nie tylko rytmiczne, frapująca (frippująca?) zagadkowość, niesamowita aura i mistyczny romantyzm.

Starzy fani tracili zainteresowanie Crimson, lecz zespół zyskiwał nowych. W sumie ilość osób śledzących jego poczynania ustabilizowała się. Świadczyły o tym wyniki sprzedaży "Three Of A Perfect Pair" - niewiele różniące się od sprzedaży dwóch poprzednich albumów. Ostatnia część "kolorowej trylogii" na listach brytyjskich zawędrowała do 30. miejsca, na amerykańskich zaś - do 58.

28 kwietnia 1984 roku koncertem w Tokio, Crimson otworzył swe pierwsze w historii tournée po Japonii, gdzie zawsze cieszył się dużym uznaniem. Owa pierwsza japońska trasa (fragmenty następnych tokijskich koncertów 29 i 30 kwietnia ukazały się na kasecie wideo "Three Of A Perfect Pair - Live In Japan") - która potrwała do 11 maja (Nagoja) - była zarazem częścią ostatniej trasy w drugim okresie istnienia zespołu. Crimson w czerwcu i lipcu przejechał jeszcze przez USA i Kanadę (po raz ostatni występując 11 lipca w Montrealu) - i znów został rozwiązany przez swego lidera...

Korzystając z wolnego czasu Robert Fripp odświeżył znajomość z Summersem (longplay "Bewitched" z 1984 r.), a potem w Stanach Zjednoczonych założył uznane przez siebie za dzieło życia Guitar Craft - swoistą szkołę gry na gitarze akustycznej (działającą pod egidą Amerykańskiego Stowarzyszenia Stałej Edukacji). Z uczniami tej szkoły nagrał trzy albumy firmowane przez Robert Fripp And The League Of Crafty Guitarists - "Live!" (1986), "The Lady Or The Tiger?" (1986) i "Show Of Hands" (1991). Dziwne albumy, nużące, zawierające dość ascetyczną muzykę gitarową. Albumy wyłącznie dla zwolenników, a może nawet maniaków Frippa i gitary, gitary i Frippa... Ale też sam mistrz i nauczyciel stracił jakiekolwiek komercyjne ambicje, wspomniane płyty traktując głównie jako reklamówki Guitar Craft.

"The Lady Or The Tiger?" obok Frippa i The League Of Crafty Guitarists firmowała także ekscentryczna Toyah Willcox - aktorka, a przede wszystkim nowofalowa wokalistka. W życiu prywatnym - od 16.05.1986 r. żona lidera byłego King Crimson.

Na przełomie 1986 i 1987 roku Frippowi zaproponowano przygotowanie muzyki do filmu, którego scenariusz miał zostać oparty na książce Williama Gibsona "Neuromancer". Gitarzysta podjął wtedy kolejną próbę wskrzeszenia Karmazynowego Króla (i skomponował nawet temat "Larks´ Tongues In Aspic, Part Four"), którą wkrótce zarzucił, gdy wiadomym się stało, że plany dotyczące filmu nie doczekają się realizacji. Wiosną 1988 r. małżeństwo Frippów założyło z basistą Treyem Gunnem (ur. w 1961 r. w Eugene w stanie Oregon, uczniem Guitar Craft) i perkusistą Paulem Beavisem zespół o nazwie Fripp Fripp przemianowany wkrótce na Sunday All Over The World, który w maju roku 1991 wydał swą jedyną płytę "Kneeling At The Shrine". Mutacją Sunday All Over The World okazała się grupa A Kiss Of ReaIity, w której co prawda zabrakło Frippa, ale znalazła się Toyah wspierana przez studentów ze szkoły męża. Kiss Of Reality wystąpili w Warszawie w klubie Fugazi 26 czerwca 1992 roku.

Co prawda w 1984 r. Fripp rozwiązał King Crimson po raz drugi, ale nigdy nie wykluczał powrotu na scenę swego najsłynniejszego zespołu. I miał bezpośredni udział w przygotowaniu wielu składankowych wydawnictw z "karmazynową" muzyką, jakie w latach 1986 - 1992 znalazły się na rynku. Pierwsze z nich - pochodzący z 1986 roku zbiór "The Compact King Crimson" - jest najmniej ciekawe, bowiem nie zawiera decydujących o wartości tego rodzaju albumów utworów dotąd nie wydanych lub trudno osiągalnych. "The Compact King Crimson" to jedynie wybór najlepszych utworów grupy z lat 80., uzupełniony klasycznymi fragmentami "In The Court Of The Crimson King". Nie zabrakło natomiast rarytasów ("Get Thy Bearings", "Mars", "Asbury Park", "Cadence And Cascade" w interpretacji Belewa) w o pięć lat młodszym czteropłytowym zestawie "The Essential King Crimson - Frame By Frame". Szkoda jedynie, że Fripp surowo potraktował kilka klasycznych utworów w rodzaju "Starless" czy "Lizard", przedstawiając je we fragmentach... Ale jeszcze dalej poszedł na wydanej w tym samym 1991 roku składance "The Abbreviated King Crimson - Heartbeat", tak przykrajając pięć flagowych utworów swego zespołu (m.in. "21st Century Schizoid Man", "The Court Of The Crimson King" i "Heartbeat"), by Crimson kojarzył się z zespołem stricte popowym! Ale na tym nie koniec niespodzianek niesionych przez "The Abbreviated..." - wspomniany zestaw skontrastowany został z innym, tym razem mającym eksponować tak lubiany przez artystę dźwiękowy chaos jego grupy... Czwarta ze składanek - "The Great Deceiver" - to opublikowany w grudniu 1992 r. kolejny czteropłytowy zestaw, niosący na nowo zmiksowane nagrania koncertowe KC z lat 1973-74. Dziwne nagrania. W dużej części improwizowane. Czasami te improwizacje - np. "Bartley Brudsford" czy "Daniel Dust" - pełnią rolę rozbudowanych wstępów znanych kompozycji ("Exiles" czy "The Night Watch").

Zestawy "The Essential King Crimson - Frame By Frame" i "The Great Deceiver" zostały wyposażone w imponujące książeczki z mnóstwem informacji o zawartych na płytach nagraniach, fragmentami dzienników Frippa, zdjęciami, a także bardzo bogatym wyborem recenzji. W jednej z nich można było przeczytać: King Crimson to Wagner przepuszczający Nietzschego przez maszynkę do mięsa na tle wybuchów bomb w ostatnim dniu rosyjskiej rewolucji...

Oprócz tego gitarzysta tradycyjnie wspomagał artystów zaprzyjaźnionych. Nawet zaprzyjaźnionych tak bardzo, jak własna żona - mowa o albumie "Ophelia´s Shadow" z 1991 r. Jednak szczególne znaczenie miał udział w nagraniu "Gone To Earth" - wydanego w 1986 roku drugiego solowego albumu Davida Sylviana, wokalisty grupy Japan. "Gone To Earth" był bowiem zapowiedzią odłożonej w czasie "równoprawnej" współpracy obu muzyków. Do współpracy owej doszło siedem lat później - były gitarzysta King Crimson i wtedy już były wokalista Japan firmowali wspólnie album "The First Day". Płyta zebrała nie tylko pochwalne recenzje, ale weszła na listy przebojów, i to najwyżej ze wszystkich płyt Frippa nagranych bez King Crimson (21. lokata w Wielkiej Brytanii). To, co nie udało się z Giles Giles And Fripp, The League Of Gentlemen, The League Of Crafty Guitarists, Sunday All Over The World, co nie udało się solo, co nie udało się ze znakomitościami pokroju Eno i Summersa - udało się właśnie z Sylvianem. W każdym razie fakt dostania się Frippa na przyzwoite miejsca list przebojów jest godny podkreślenia, nawet mimo że były lider King Crimson o takie miejsca przecież nie zabiegał.

Duet Fripp-Sylvian jesienią i zimą 1993 r. promował swoją płytę na serii koncertów w Europie. Zapis fragmentów z nich znalazł się rok później na znakomitym i pięknie wydanym albumie "Damage".

W latach 1992-1994 gitarzysta wykazywał sporą aktywność artystyczną. Podczas wspólnych z Treyem Gunnem koncertów w World Financial Center w Nowym Jorku (19-20.05.1992 r.) nawiązał kontakt z członkami interesującej formacji The California Guitar Trio (złożonej z jego uczniów z Guitar Craft), co zaowocowało wspólną trasą wszystkich pięciu muzyków (Japonia - 11.1992 r., Argentyna - 05. 1993 r., USA i Wielka Brytania - lato 1993 r.), a później także płytą "The Bridge Between" firmowaną przez The Robert Fripp String Quintet. W lutym 1993 r. Fripp nawiązał też współpracę z członkami awangardowego duetu The Orb, Krisem "Thrashem" Westonem i Dr Alexem Patersonem oraz ich przyjacielem, Szwajcarem Thomasem Fehlmannem (wielkim fanem solowych eksperymentów lidera King Crimson). Jej rezultatem okazał się album z muzyką pasywną - "FFWD>>" , firmowany przez tak samo nazwaną formację.

W dniach 9-19 czerwca 1994 r. Fripp odbył pierwsze od 11 lat solowe tournée. W czterech miastach Argentyny (Buenos Aires, La Plata, Cordoba i Rosario) przedstawił efekty swoich ostatnich doświadczeń z frippertronics. Fragmenty tych występów wydano na początku 1995 r. na płycie "1999 Soundscapes - Live In Argentina". Ale chyba nie to było najważniejszym wydarzeniem w jego życiu w tym okresie. Oto okazało się bowiem, że pod koniec 1993 r. Fripp po raz trzeci powołał do życia King Crimson!

Powołał w składzie nie tyle zmienionym, ile rozszerzonym - obok Belewa i Levina gitarzysta zaangażował grającego na instrumentach perkusyjnych Jerry´ego Marottę (niegdyś w zespole Gabriela) i znanego już z Sunday All Over The World Treya Gunna, tym razem w roli obsługującego - podobnie jak Levin - nowy i niesamowity instrument o nazwie stick (rodzaj gitary basowej). Ale ten skład nie pozostawił po sobie żadnego śladu. Dopiero gdy wiosną 1994 r. Marottę wymienił Pat Mastelotto, a przede wszystkim gdy dołączył Bill Bruford - Fripp zdecydował się na nagrania. Miały one miejsce w maju, jednak publiczności udostępniono je dopiero w listopadzie, na albumie zatytułowanym "VROOOM". Albumie, a raczej minialbumie - utwory trwają bowiem w sumie ledwie pół godziny.

"VROOOM" - można powiedzieć - zaczyna się w tym miejscu, w którym skończyła się "kolorowa trylogia". "VROOOM" to kontynuacja poszukiwań Crimson w latach 80. Ale przecież nie tylko. Muzycy zamknęli bowiem płytę "tradycyjną", lecz jakże piękna balladą "One Time", jeśli nawet ustępującą "The Court Of The Crimson King", "Starless" czy nawet "Matte Kudesai", to ustępującą niewiele. "One Time" był jakie obiecującą zapowiedzią prawdziwego wznowienia działalności przez Karmazynowego Króla. Kolejnej, tym razem "pełnowymiarowej", płyty długogrającej - zatytułowanej "Thrak" i wydanej 3 kwietnia 1995 roku. No i kolejnego tournée, na które wybrali się wszyscy muzycy odpowiedzialni za "VROOOM" i "Thrak".

Ponad 56-minutowy "Thrak" nie zawiódł. Ale też i zawieść nie mógł, skoro znalazła się na nim m.in. większość kompozycji znanych już z "VROOOM". Te zupełnie premierowe (np. "Dinosaur", "People" czy urzekająco piękne "Walking On Air" i "Inner Garden" również zachwycały budując dźwiękowy pomost pomiędzy "Larks´ Tongues In Aspic" i "Red", a dokonaniami grupy w latach 80., pomost dla fanów różnych odcieni karmazynu.

Czasy "In The Court Of The Crimson King", "Islands" i "Larks´ Tongues In Aspic" to już definitywnie przeszłość. Ale czas "One Time" i "Thrak" dopiero się zaczął i obiecuje bardzo wiele. Dzieje King Crimson, wyobraźnia i artystyczna przekora Roberta Frippa - tego Franka Zappy rocka progresywnego - gwarantuje to bez najmniejszych wątpliwości.


Zobacz też Kalendarium , Felieton i "Robert Fripp - apostoł gitary"